RODO a działalność ubezpieczniowa











 
 
 
 
 
 
W dniu 21 lutego 2019 roku Sejm uchwalił ustawę o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem stosowania rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) - dalej jako ustawa. Jest to tak zwane sektorowe RODO, czyli ustawa wdrażająca rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 roku w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) - dalej jako RODO w poszczególnych sektorach działalności, głównie gospodarczej. Ustawa została teraz przekazana do Senatu, czyli może jeszcze ulec zmianie. Jednak już teraz przyjrzymy się jej przepisom, a konkretnie art. 138 wprowadzającemu zmiany do ustawy z dnia 11 września 2015 roku o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej (Dziennik Ustaw z 2015 roku, pozycja 1844) - dalej jako UDU
 
 
 
Zacząć należy od tego, że działalność ubezpieczeniowa jest szczególnym rodzajem działalności, który często wiąże się z koniecznością przetwarzania tak zwanych danych osobowych wrażliwych, czyli danych osobowych, o których mowa w art. 9 ust. 1 RODO, do których zalicza się dane osobowe ujawniające: pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub światopoglądowe, przynależność do związków zawodowych, dane genetyczne, dane biometryczne, dane dotyczące zdrowia, seksualności lub orientacji seksualnej. Dotyczy to zwłaszcza ubezpieczeń zdrowotnych, w których zdarzeniem ubezpieczeniowym jest wystąpienie lub podejrzenie choroby lub okoliczności pogarszających zdrowie ubezpieczonego. NIestety ustawa nie odróżnia takich ubezpieczeń (a także ubezpieczeń na życie) od innych ubezpieczeń, co w mojej ocenie jest błędem, albowiem w tego rodzaju ubezpieczeniach nie da się po prostu funkcjonować bez ciągłego przetwarzania danych osobowych wrażliwych - tak w odniesieniu do ustalania wysokości składek ubezpieczeniowych, jak i w odniesieniu do ustalania praw do świadczeń ubezpieczeniowych. 
 
 
 
Przechodząc do omawiania zmian wprowadzanych przez ustawę należy wskazać, że pierwsza z nich wprowadza do UDU w art. 3 ust. 1 punkt 33a, który zawiera definicję profilowania. Jest to definicja polegająca na odesłaniu do art. 4 pkt 4 RODO, czyli równie dobrze mogłoby jej nie być. Dla porządku należy wskazać, że przez profilowanie rozumie się:
dowolną formę zautomatyzowanego przetwarzania danych osobowych, które polega na wykorzystaniu danych osobowych do oceny niektórych czynników osobowych osoby fizycznej, w szczególności do analizy lub prognozy aspektów dotyczących efektów pracy tej osoby fizycznej, jej sytuacji ekonomicznej, zdrowia, osobistych preferencji, zainteresowań, wiarygodności, zachowania, lokalizacji lub przemieszczania się 
Kolejna zmiana dotyczy art. 35 ust. 7 UDU i polega na rozciągnięciu tajemnicy ubezpieczeniowej z art. 35 ust. 1 UDU nie tylko na Polską Izbę Ubezpieczeń i osoby w niej zatrudnione, ale także na Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny i Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych oraz osoby w nich zatrudnione.
Dodane art. 35a i 35b UDU dotyczą przetwarzania danych osobowych w przypadku uzasadnionego podejrzenia popełniania przestępstwa na szkodę zakładu ubezpieczeń oraz dla prawidłowej realizacji zadań dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu oraz zapobiegania przestępstwom. Szersze omówienie tych regulacji nie będzie przedmiotem tego wpisu. W praktyce przepisy te nie są bowiem często stosowane. 
 
 
 
Zmiany w zakresie art. 38 i 39 UDU obejmują:
 
- zawężenie zakresu informacji o stanie zdrowia ubezpieczonego lub osoby na rachunek, której ma zostać zawarta umowa ubezpieczenia, o udzielenie których może występować zakład ubezpieczeń do podmiotów wykonujących działalność leczniczą, poprzez usunięcie możliwości pozyskania informacji o rokowaniach związanych z leczeniem (zmiany w art. 38 ust. 2 pkt 1 i pkt 2 UDU);
 
 
 
- usunięcie warunku pisemności zgody ubezpieczonego lub osoby na rachunek, której ma zostać zawarta umowa ubezpieczenia, na wystąpienie przez zakład ubezpieczeń o udzielenie powyższych informacji oraz na wystąpienie o udzielenie takich informacji do innego zakładu ubezpieczeń.
 
W praktyce powyższe zmiany nie będą miały zapewne większego znaczenia. Informacja o rokowaniach dotyczących stanu zdrowia rzadko bowiem była udzielana. Tak na prawdę, nikt nie jest przecież w stanie, odpowiedzialnie, udzielić takiej informacji. Stan zdrowia może bowiem zmieniać się i często zmienia się w sposób trudny do przewidzenia. Z kolei zniesienie wymogu pisemności zgody nie zmieni raczej faktu, że zakłady ubezpieczeń i tak będą pozyskiwały tę zgodę w formie pisemnej. Dla własnego bezpieczeństwa zakład ubezpieczeń musi bowiem być w stanie wykazać, że dysponuje tego rodzaju zgodą. Drogą do tego jest przede wszystkim pozyskanie zgody w formie pisemnej. Ewentualnie w grę wchodzić będzie uzyskanie zgody w formie wiadomości e-mail. W tym przypadku pozostanie jednak zawsze wątpliwość czy zgoda została faktycznie udzielona przez osobę, z której adresu e-mail wysłano wiadomość. 
 
 
 
Art. 41 ust. 1 UDU ma otrzymać nową treść, którą warto w tym miejscu przytoczyć:
Zakład ubezpieczeń przetwarza dane, o których mowa w art. 9 rozporządzenia 2016/679 dotyczące zdrowia, ubezpieczonych lub uprawnionych z umowy ubezpieczenia, zawarte w umowach ubezpieczenia lub oświadczeniach składanych przed zawarciem umowy ubezpieczenia, odpowiednio w celu oceny ryzyka ubezpieczeniowego lub wykonania umowy ubezpieczenia, w zakresie niezbędnym z uwagi na cel i rodzaj ubezpieczenia.
W przypadku tego przepisu należy zatrzymać się na trochę dłużej. W pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na jego wadliwą redakcję. Nie wiedzieć bowiem dlaczego przepis ten wymienia ubezpieczonych i uprawnionych z umowy ubezpieczenia, a nie wymienia osób na rachunek, których ma zostać zawarta umowa ubezpieczenia. Jest to tym bardziej zaskakujące, jeżeli weźmie się pod uwagę, że omawiany przepis wskazuje dokumenty, w których zawarte są dane osobowe wrażliwe oraz cel przetwarzania tych danych, przewidując między innymi, że chodzi o dane osobowe wrażliwe zawarte w oświadczeniach składanych przed zawarciem umowy ubezpieczenia oraz przetwarzanie tych danych osobowych w celu oceny ryzyka ubezpieczeniowego. Tymczasem ocena ryzyka ubezpieczeniowego i przetwarzanie danych osobowych zawartych we wspomnianych oświadczeniach dotyczą raczej osób, na rachunek których ma zostać zawarta umowa ubezpieczenia, a nie ubezpieczonych i uprawnionych z tej umowy. No cóż, nasz ustawodawca, niestety nie pierwszy raz, pozostaje nieprecyzyjny. Wykładnia celowościowa będzie w tym przypadku przemawiała za stosowaniem omawianego przepisu również do osób, na rachunek których ma zostać zawarta umowa ubezpieczenia. Jednakże w materii takiej jak ochrona danych osobowych, w tym w szczególności wrażliwych, sięganie do wykładni celowościowej i wyjście poza wykładnię stricte literalną, wydaje się cokolwiek ryzykowne. 
 
 
 
Kolejną kwestią związaną z art. 41 ust. 1 UDU jest odpowiedź na pytanie, czy istnienie takiego przepisu oznacza, że zakład ubezpieczeń nie musi mieć zgody ubezpieczonych i uprawnionych z umowy ubezpieczenia na przetwarzanie danych osobowych opisane w tym przepisie? Otóż właśnie nie. Pamiętajmy bowiem, że RODO, jako rozporządzenie unijne, jest aktem prawnym nadrzędnym wobec ustawy. Zgodnie z art. 9 ust. 1 i ust. 2 RODO przetwarzanie danych osobowych wrażliwych możliwe jest tylko jeżeli spełniony jest jeden z poniższych warunków:
a) osoba, której dane dotyczą, wyraziła wyraźną zgodę na przetwarzanie tych danych osobowych w jednym lub kilku konkretnych celach, chyba że prawo Unii lub prawo państwa członkowskiego przewidują, iż osoba, której dane dotyczą, nie może uchylić zakazu, o którym mowa w ust. 1;
b) przetwarzanie jest niezbędne do wypełnienia obowiązków i wykonywania szczególnych praw przez administratora lub osobę, której dane dotyczą, w dziedzinie prawa pracy, zabezpieczenia społecznego i ochrony socjalnej, o ile jest to dozwolone prawem Unii lub prawem państwa członkowskiego, lub porozumieniem zbiorowym na mocy prawa państwa członkowskiego przewidującymi odpowiednie zabezpieczenia praw podstawowych i interesów osoby, której dane dotyczą;
c) przetwarzanie jest niezbędne do ochrony żywotnych interesów osoby, której dane dotyczą, lub innej osoby fizycznej, a osoba, której dane dotyczą, jest fizycznie lub prawnie niezdolna do wyrażenia zgody;
d) przetwarzania dokonuje się w ramach uprawnionej działalności prowadzonej z zachowaniem odpowiednich zabezpieczeń przez fundację, stowarzyszenie lub inny niezarobkowy podmiot o celach politycznych, światopoglądowych, religijnych lub związkowych, pod warunkiem że przetwarzanie dotyczy wyłącznie członków lub byłych członków tego podmiotu lub osób utrzymujących z nim stałe kontakty w związku z jego celami oraz że dane osobowe nie są ujawniane poza tym podmiotem bez zgody osób, których dane dotyczą;
e) przetwarzanie dotyczy danych osobowych w sposób oczywisty upublicznionych przez osobę, której dane dotyczą;
f) przetwarzanie jest niezbędne do ustalenia, dochodzenia lub obrony roszczeń lub w ramach sprawowania wymiaru sprawiedliwości przez sądy;
g) przetwarzanie jest niezbędne ze względów związanych z ważnym interesem publicznym, na podstawie prawa Unii lub prawa państwa członkowskiego, które są proporcjonalne do wyznaczonego celu, nie naruszają istoty prawa do ochrony danych i przewidują odpowiednie i konkretne środki ochrony praw podstawowych i interesów osoby, której dane dotyczą;
h) przetwarzanie jest niezbędne do celów profilaktyki zdrowotnej lub medycyny pracy, do oceny zdolności pracownika do pracy, diagnozy medycznej, zapewnienia opieki zdrowotnej lub zabezpieczenia społecznego, leczenia lub zarządzania systemami i usługami opieki zdrowotnej lub zabezpieczenia społecznego na podstawie prawa Unii lub prawa państwa członkowskiego lub zgodnie z umową z pracownikiem służby zdrowia i z zastrzeżeniem warunków i zabezpieczeń, o których mowa w ust. 3;
i) przetwarzanie jest niezbędne ze względów związanych z interesem publicznym w dziedzinie zdrowia publicznego, takich jak ochrona przed poważnymi transgranicznymi zagrożeniami zdrowotnymi lub zapewnienie wysokich standardów jakości i bezpieczeństwa opieki zdrowotnej oraz produktów leczniczych lub wyrobów medycznych, na podstawie prawa Unii lub prawa państwa członkowskiego, które przewidują odpowiednie, konkretne środki ochrony praw i wolności osób, których dane dotyczą, w szczególności tajemnicę zawodową;
j) przetwarzanie jest niezbędne do celów archiwalnych w interesie publicznym, do celów badań naukowych lub historycznych lub do celów statystycznych zgodnie z art. 89 ust. 1, na podstawie prawa Unii lub prawa państwa członkowskiego, które są proporcjonalne do wyznaczonego celu, nie naruszają istoty prawa do ochrony danych i przewidują odpowiednie, konkretne środki ochrony praw podstawowych i interesów osoby, której dane dotyczą.
Jak zatem widać, generalnie dane osobowe wrażliwe mogą być przetwarzane za zgodą osoby, której dotyczą, a bez tej zgody, tylko w bardzo wyjątkowych przypadkach. Jako, że omawiana ustawa zmieniająca tego nie wyjaśnia, ani nie wynika to z nowej treści art. 41 UDU, należy się zastanowić, czy przepis ten może podpadać pod jeden z przypadków, o których mowa w punktach od b) do j) powyżej. W zasadzie jedyny przypadek, który mógłby wchodzić w grę, to przypadek wymieniony w literze i). Przynajmniej w przypadku ubezpieczeń zdrowotnych może bowiem chodzić o interes publiczny w dziedzinie zdrowia publicznego. Niestety, motyw 54 przesądza omawianą kwestię. Zgodnie z tym motywem:
(54) Niezbędne z uwagi na względy interesu publicznego w dziedzinie zdrowia publicznego może być przetwarzanie szczególnych kategorii danych osobowych bez zgody osoby, której dane dotyczą. Przetwarzanie takie powinno podlegać konkretnym, odpowiednim środkom chroniącym prawa i wolności osób fizycznych. W tym kontekście "zdrowie publiczne" należy interpretować zgodnie z definicją z rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1338/2008 12), czyli jako wszystkie elementy związane ze zdrowiem, mianowicie stan zdrowia, w tym zachorowalność i niepełnosprawność, czynniki warunkujące stan zdrowia, potrzeby w zakresie opieki zdrowotnej, zasoby opieki zdrowotnej, oferowane usługi opieki zdrowotnej i powszechny dostęp do nich, wydatki na opiekę zdrowotną i sposób jej finansowania oraz przyczyny zgonów. Przetwarzanie danych dotyczących zdrowia z uwagi na względy interesu publicznego nie powinno skutkować przetwarzaniem danych osobowych do innych celów przez strony trzecie, takie jak pracodawcy, czy zakłady ubezpieczeń i banki.
Nie ma zatem wątpliwości, że art. 41 ust. 1 UDU nie może stanowić podstawy do przetwarzania danych osobowych wrażliwych bez zgody osoby, której dane dotyczą, również na podstawie art. 9 ust. 2 lit. i) RODO.
Jaki zatem jest sens omawianego przepisu? Otóż zgodnie z art. 9 ust. 4 RODO:
Państwa członkowskie mogą zachować lub wprowadzić dalsze warunki, w tym ograniczenia w odniesieniu do przetwarzania danych genetycznych, danych biometrycznych lub danych dotyczących zdrowia.
Mając powyższe na uwadze, należy uznać, że art. 41 ust 1 UDU stanowi ograniczenie w możliwości przetwarzania danych osobowych wrażliwych ubezpieczonych i uprawnionych z umowy ubezpieczenia przez zakład ubezpieczeń. Zakład ubezpieczeń może zatem uzyskiwać zgodę tych osób na przetwarzanie ich danych osobowych dotyczących zdrowia, ale wyłącznie jeżeli dane te są zawarte w umowie ubezpieczenia lub oświadczeniu złożonym przed jej zawarciem oraz wyłącznie w celu oceny ryzyka ubezpieczeniowego lub wykonania umowy ubezpieczenia w zakresie niezbędnym do tego z uwagi na cel i rodzaj ubezpieczenia.
 
 
 
Kolejne zmiany przewidują wprowadzenie ustępów 1a i 1b do art. 41 UDU. Ustęp 1a pozwala na stosowanie przez zakład ubezpieczeń zautomatyzowanego przetwarzania danych osobowych, w tym profilowania, w następujących celach:
 
dokonania oceny ryzyka ubezpieczeniowego,
 
 
 
- ustalenia przyczyn i okoliczności zdarzeń losowych,
 
 
 
- ustalanie wysokości szkód oraz rozmiaru odszkodowań oraz innych świadczeń należnych uprawnionym z umów ubezpieczenia lub umów gwarancji ubezpieczeniowych.
 
Problem polega jednak na tym, że zgodnie z art. 41 ust. 1a UDU, takie zautomatyzowane przetwarzanie danych osobowych może następować przy podejmowaniu przez zakład ubezpieczeń decyzji w indywidualnych przypadkach. Nie wiadomo jednak o co chodzi? Wszak zakład ubezpieczeń nie jest organem administracji i nie wydaje decyzji w indywidualnych sprawach. Uznać należałoby, że chodzi po prostu o dokonywanie przez zakład ubezpieczeń oceny, czy zawrzeć daną umowę ubezpieczenia (ocena ryzyka ubezpieczeniowego) oraz czy danemu ubezpieczonemu lub uprawnionemu z umowy ubezpieczenia przysługuje świadczenie ubezpieczeniowe i w jakiej wysokości. Jednakże taka, a nie inna redakcja, omawianego przepisu wywołuje wątpliwości, czy znajdzie on zastosowanie przy dokonywaniu przez zakład ubezpieczeń oceny czy zawrzeć umowę grupowego ubezpieczenia (czyli taką w której jeden ubezpieczający wykupuje ubezpieczenie dla wielu ubezpieczonych), nie wiadomo bowiem, czy w takim przypadku będziemy mieli dalej do czynienia z decyzją w indywidualnym przypadku. W mojej ocenie, pomimo niefortunnej redakcji przepisu, należałoby uznać, że znajdzie on zastosowanie również w takiej sytuacji. Jako indywidualny przypadek należałoby bowiem traktować jedną umowę ubezpieczenia, bez względu na to, że ma ona na celu udzielenie ochrony ubezpieczeniowej wielu osobom. 
 
 
 
Warunkiem omawianego zautomatyzowanego przetwarzania danych osobowych jest zapewnienie osobie, której dotyczy zautomatyzowana decyzja, prawa do otrzymania stosownych wyjaśnień co do podstaw podjętej decyzji, zakwestionowania tej decyzji, wyrażenia własnego stanowiska oraz do uzyskania interwencji ludzkiej. W praktyce zatem chodzi o zapewnienie odpowiedniej procedury wyjaśniającej i reklamacyjnej, która i tak gwarantowana jest powszechnie obowiązującymi przepisami: dla osób fizycznych - ustawą z dnia 5 sierpnia 2015 roku o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego i o rzeczniku finansowym  (Dziennik Ustaw z 2015 roku, pozycja 1348)a dla osób prawnych i spółek nieposiadających osobowości prawnej - ustawą z dnia 15 grudnia 2017 roku o dystrybucji ubezpieczeń (Dziennik Ustaw z 2017 roku, pozycja 2486).
 
 
 
Omawiane zautomatyzowane przetwarzanie może dotyczyć wyłącznie następujących danych osobowych: imię (imiona) i nazwisko, nazwisko rodowe, imiona rodziców, datę i miejsce urodzenia, wiek, płeć, obywatelstwo, numer PESEL, o ile został nadany, numer identyfikacji podatkowej, o ile został nadany, numer i serię dowodu osobistego lub innego dokumentu potwierdzającego tożsamość, charakter wykonywanej pracy (branża), miejsce zamieszkania, okres ubezpieczenia, przebieg ubezpieczenia, sumę ubezpieczenia, stan cywilny, stan zdrowia ubezpieczonego, sytuację finansową, datę i numer rejestracji szkody, datę wystąpienia szkody oraz datę zgłoszenia szkody lub roszczenia, dane identyfikujące umowę ubezpieczenia, której szkoda dotyczy, dane identyfikujące przedmiot ubezpieczenia.
 
 
 
Zmiana polegająca na dodaniu ustępu 1c do art. 41 UDU pozwoli zakładom ubezpieczeń na przetwarzanie wymienionych wyżej danych osobowych dotyczących ubezpieczonego, ubezpieczającego lub uprawnionego z umowy ubezpieczenia - bez jego zgody - w celach, o których mowa w art. 33 ust. 3 UDU, jednak nie dłużej niż przez 12 lat od dnia rozwiązania umowy ubezpieczania. Zgodnie z art. 33 ust. 3 UDU:
Zakład ubezpieczeń gromadzi odpowiednie dane statystyczne w celu ustalania na ich podstawie wysokości składek ubezpieczeniowych, składek reasekuracyjnych oraz rezerw techniczno-ubezpieczeniowych dla celów wypłacalności i rezerw techniczno-ubezpieczeniowych dla celów rachunkowości.
Powyższe uregulowanie umożliwi zatem przetwarzanie wielu danych osobowych w celach istotnych z punktu widzenia działalności zakładów ubezpieczeń. Je to więc zmiana, która powinna ułatwić prowadzenie działalności ubezpieczeniowej. Nawet jeżeli bowiem zakład ubezpieczeń nie uzyska zgody na tego rodzaju przetwarzanie danych osobowych, to i tak będzie mógł je przetwarzać dla realizacji przywołanych celów. Powyższa regulacja znajduje swoje umocowanie w art. 9 ust. 2 litera j) RODO, który zasadniczo pozwala na przetwarzanie danych osobowych między innymi do celów statystycznych bez zgody osoby, której dane dotyczą. Zauważyć należy przy tym, że omawiane przetwarzanie danych osobowych nie będzie mogło dotyczyć danych osób, na rzecz których umowa ubezpieczenia miała zostać zawarta, obejmuje ono bowiem wyłącznie osoby, które albo zawarły umowę ubezpieczenia, albo były objęte ochroną ubezpieczeniową, jako ubezpieczeni lub uprawnieni z umowy ubezpieczenia.
 
 
 
Ustawa zmieniająca uchyla ustęp 2 art. 41 UDU, co oznacza, że zakłady ubezpieczeń nie będą korzystały z żadnych zwolnień w zakresie informowania o administratorze danych. Pełne zastosowanie znajdzie zatem art. 14 i 15 RODO.
 
 
 
Ostatnią zmianą jest dodanie art. 2a w art. 42 UDU, który przewiduje że dane osobowe zebrane na podstawie art. 42 ust. 1 i ust. 2 UDU dotyczące osób odpowiedzialnych za zajście zdarzenia losowego będą przetwarzane przez podmioty uprawnione do pozyskania tych danych, w tym zakłady ubezpieczeń, na podstawie art. 10 RODO, który dotyczy wyroków skazujących oraz czynów zabronionych.
 
 
 
Jak widać z powyższej analizy, zmiany które ma wprowadzić ustawa nie będą zmierzały raczej do ułatwienia prowadzenia działalności ubezpieczeniowej, poza małymi wyjątkami. Inną kwestią jest, że w świetle przepisów RODO oraz faktu, że dane osobowe, z których korzystają zakłady ubezpieczeń, to zwykle dane osobowe wrażliwe, pole manewru nie jest tutaj niestety duże. Jeszcze inną kwestią jest, że część z omówionych zmian jest nieprecyzyjna, a część wręcz niepotrzebna. Takich błędów można było z pewnością uniknąć.

szkoda bezpośrednia a pośrednia

 

Tematem dzisiejszego wpisu będzie kwestia podziału szkody na bezpośrednią i pośrednią. W niektórych podręcznikach do prawa cywilnego oraz w niektórych monografiach stwierdza się autorytatywnie, że w polskim porządku prawnym brak jest odpowiedzialności za szkodę pośrednią. Czy takie stanowisko jest prawidłowe? Otóż moim zdaniem nie jest.
 
Należy zacząć od tego, że z podziałem na szkody bezpośrednie i pośrednie będziemy mieli do czynienia właściwie wyłącznie w przypadku odpowiedzialności deliktowej. Pogląd o tym, że polski system prawny dopuszcza jedynie naprawienie szkody bezpośredniej opierać ma się na art. 415 k.c., zgodnie z którym:
 
Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.
(podkreślenie własne M.S.)
 
Zwolennicy omawianego poglądu twierdzą, że skoro szkoda ma być wyrządzona drugiemu, to te osoby, przeciwko którym nie jest skierowane zachowanie sprawcy nie są chronione przez zacytowany przepis.
 
W mojej ocenie jest to stanowisko błędne. Nie ma bowiem żadnego powodu, żeby przez szkodę wyrządzoną drugiemu rozumieć co innego niż to, że sprawca odpowiada wobec wszystkich tych, którym jego zachowaniem wyrządzona została szkoda. To są bowiem owi "drudzy". Art. 415 k.c. nie posługuje się kryterium skierowania zachowania sprawcy, lecz wspomina jedynie o tych osobach - "drugiemu", którym wyrządzona została szkoda. 
 
Nieporozumieniem jest zatem, sięganie do wyjątkowo subiektywnego kryterium sprowadzającego się do ustalenie przeciwko komu swoje zachowanie kierował sprawca, albowiem ochrona z art. 415 k.c. przysługuje wszystkim tym, którzy na skutek zawinionego zachowania sprawcy ponieśli szkodę. Jedynym kryterium ograniczającym jest zaś adekwatny związek przyczynowy, albowiem wynika to wprost z przepisu - art. 361 k.c. Jest to przy tym o tyle istotne, że adekwatny związek przyczynowy, w przeciwieństwie do skierowania zachowania sprawcy przeciwko danej osobie jest kryterium obiektywnym, opierającym się na ustaleniu typowych następstw danego zachowania, nie wymagającym analizy zamierzeń sprawcy szkody.
 
Co więcej, nieporozumieniem jest również w ogóle dzielenie szkody na bezpośrednią i pośrednią, albowiem jest to podział sztuczny, oparty na nieweryfikowalnym kryterium kręgu podmiotów, przeciwko którym swoje zachowanie kierował sprawca i odróżnianiem tego kręgu od kręgu podmiotów, które w ogóle poniosły szkodę na skutek zachowania sprawcy. Jest to również podział nie mający żadnego znaczenia prawnego, zgodnie z prezentowanym przeze mnie poglądem.
 
Innymi słowy, jeżeli tylko wyrządzenie szkody jest adekwatnym następstwem zawinionego zachowania sprawcy, to każde takie wyrządzenie szkody wiąże się z odpowiedzialnością sprawcy, bez względu na to, czy obejmował on w swoim zamyśle działanie przeciwko danej osobie, która poniosła szkodę, czy też nie
 
Aby mieć świadomość o czym w ogóle mówimy, warto wskazać sytuacje, w których szkoda bywa uznawana za szkodę pośrednią. Pierwszym przykładem jest sytuacja, w której teoretycznie zachowanie sprawcy skierowane jest przeciwko spółce, a szkodę ponoszą również jej wspólnicy - poprzez zmniejszenie wartości ich udziałów w tej spółce. Drugim przykładem może być sytuacja, w której szkoda na osobie zostaje wyrządzona przykładowo dziecku, ale szkodę ponoszą również jego rodzice i to zarówno majątkową, jak i niemajątkową (krzywdę). 
 
W mojej ocenie nie ma wątpliwości, że jeżeli szkoda wspólników czy rodziców mieści się w adekwatnym związku przyczynowym, to sprawca ponosi odpowiedzialność za jej wyrządzenie.
 
Na szczęście prezentowany przeze mnie pogląd, nie jest tylko swoistym dziwactwem, ale co raz częściej znajduje poparcie, przede wszystkim w orzecznictwie i to Sądu Najwyższego. 
 
Z uwagi na to aby niniejszy wpis nie był za długi, na zakończenie przytoczę fragmenty uzasadnień tylko dwóch orzeczeń, istotnych z punktu widzenia tematu tego wpisu:

uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego z dnia 15 listopada 2012 roku, sygnatura akt: V CSK 541/11:
 
Zarzut naruszenia art. 415, art. 416 i 361 § 1 KC w istocie sprowadzał się do zdaniem skarżącego błędnego przyjęcia, że sprawca jest tylko zobowiązany do naprawienia szkód poniesionych przez poszkodowanego w sposób bezpośredni. Sąd Apelacyjny wypowiedział się rzeczywiście za konstrukcją tzw. bezprawności względnej, zgodnie z którą zachowanie sprawcze w rozumieniu przepisów o odpowiedzialności ex delicto musi być skierowane przeciwko poszkodowanemu i tym samym podmiot pośrednio poszkodowany, którego sfera nie była przedmiotem bezpośredniego zamachu ze strony sprawcy nie może dochodzić odszkodowania. Pogląd ten dominuje w judykaturze (por. np. uchwały Sądu Najwyższego: siedmiu sędziów - zasada prawna - z dnia 15 grudnia 1951 r. C 15/1951, PiP 1952 nr 2, poz. 332, Izby Cywilnej z dnia 29 stycznia 1957 r., I CO 37/56, OSNCK 1958, nr 1, poz. 2, z dnia 27 kwietnia 2001 r., III CZP 5/01, OSNC 2001, nr 11, poz. 161. i wyroki Sadu Najwyższego: z dnia 4 lipca 1969 r., I CR 116/69, OSNCP 1970, nr 5, poz. 82, z dnia 28 grudnia 1972 r., I CR 615/72 OSP 1974, nr 1, poz. 7 i z dnia 13 października 1987 r., IV CR 266/87, OSNC 1989, nr 9, poz. 142) i ma wielu zwolenników w literaturze.
 
Na odmiennym stanowisku Sąd Najwyższy stanął w wyroku z dnia 4 września 1967 r., I PR 23/679 (OSPiKA 1969, nr 1, poz. 50) przyjmując, że niezależnie od odszkodowania przewidzianego w art. 446 § 2 KC najbliższym członkom rodziny zmarłego mogą przysługiwać roszczenia odszkodowawcze na zasadach ogólnych (art. 361 § 2KC). Na tej podstawie można żądać - w wypadku doznania wstrząsu psychicznego na skutek śmierci osoby najbliższej wyrażającego się w rozstroju zdrowia i w związanych z tym następstwach o charakterze majątkowym - naprawienia szkody (por. także wyrok Sądu Najwyższego z dnia 12 czerwca 2002 r., III CKN 694/00, OSNC 2003, nr 9, poz. 124, a także wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 29 lipca 2000 r., I ACa 882/00, Transformacje Prawa Prywatnego 2002, nr 4, s.107; natomiast wyrok Sądu Najwyższego z dnia 22 czerwca 2012 r., V CSK 338/11 dotychczas niepublikowany, nie dotyczy bezpośrednio wykładni art. 415 KC.). To zapatrywanie ma także wielu zwolenników w piśmiennictwie.
 
Trzeba zgodzić się z poglądem wyrażonym w literaturze, że wykładnia art. 446 KC wyprowadzająca normę ograniczającą prawa pośrednio poszkodowanych do samodzielnego dochodzenia naprawienia szkody opiera się na wnioskowaniu a contrario, w którego wyniku konstruuje się zasadę prawa nie z treści lecz z wyjątkowego charakteru normy. Wnioskowanie tego rodzaju jest dopuszczalne, lecz nie powinno prowadzić do powstania normy prawnej różnicującej sytuację prawną pewnych podmiotów względem pozostałych (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 2 czerwca 2003 r., SK 34/01, OTK 20023, nr 6, poz. 48). Z drugiej strony w orzecznictwie został już wyrażony pogląd oparty na wykładni językowej, że użyty w art. 415 KC zwrot „drugiemu" odnoszący się do osoby poszkodowanego w wyniku deliktu, zawęża odpowiedzialność sprawcy szkody, gdyż w wyniku takiej treści tego przepisu ponosi on odpowiedzialność wobec tych podmiotów przeciwko którym było skierowane działanie sprawcy (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 11 grudnia 2008 r., IV CSK 349/08).
 
W każdym razie niewątpliwie z wykładni systemowej (art. 361 § 1 KC) wynika, że poszkodowanym w rozumieniu art. 415 KC jest ten, kto poniósł uszczerbek pozostający w adekwatnym związku przyczynowym z zawinionym czynem sprawcy. Adekwatny związek przyczynowy stanowi nie tylko przesłankę odpowiedzialności odszkodowawczej, ale jest także kryterium wyznaczającym jej zakres. W orzecznictwie następstwo uznawane jest za normalne jeżeli w danym układzie stosunków i warunków oraz w zwyczajnym biegu rzeczy, bez zaistnienia szczególnych okoliczności szkoda jest zwykłym następstwem tego zdarzenia (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 stycznia 2006 r., II CK 372/05, OSP 2008, nr 9, poz. 96). Innymi słowy normalne następstwo zdarzenia szkodzącego (w tym wypadku niewykonania umowy) to skutek, który zazwyczaj i w zwykłym porządku rzeczy jest konsekwencją tego zdarzenia (por. np. wyrok Sadu Najwyższego z dnia 9 lutego 2001 r„ III CKN 578/00, OSNC 2001, nr 7-8, poz. 120).
(podkreślenia własne M.S.)
 
uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego z dnia 9 sierpnia 2016 roku, sygnatura akt: II CSK 719/15:
 
Przeszkodą dla przyjęcia, prezentowanego stanowiska nie może być broniona przez część doktryny teza, że prawo polskie dopuszcza kompensatę szkody poniesionej wyłącznie przez bezpośrednio poszkodowanych.
 
Po pierwsze, w przepisach kodeksu cywilnego nie są wskazane kryteria, na których opiera się rozróżnienie na bezpośrednio i pośrednio poszkodowanych. Natomiast pojęcie „szkody pośredniej" w doktrynie nie jest rozumiane jednolicie, co wynika z posługiwania się różnorodnymi kryteriami przy jego definiowaniu. Ponadto, sama cezura między pojęciami „bezpośrednio" i „pośrednio" poszkodowanego, nie jest ścisła i częstokroć może być trudna do przeprowadzenia. W doktrynie zasadniczo przyjmuje się, iż przez osoby pośrednio poszkodowane należy rozumieć te podmioty, przeciwko którym nie było wymierzone bezpośrednio działanie sprawcze. Jeżeli brać pod uwagę charakter działania czynnika sprawczego na dobro będące przedmiotem oddziaływania, a nie sposób, w jaki ujawniają się jego skutki, to było ono bezpośrednio ukierunkowane na dobra syna powódki, a za pośrednictwem dodatkowego elementu stanu faktycznego, w postaci więzi między powódką, a jej synem, doszło do pośredniego naruszenia dobra w postaci więzi rodzinnej należącego także do powódki (le dommage § ricochet - szkoda rykoszetowa).
 
Po drugie, w orzecznictwie Sądu Najwyższego przyjęto, iż ten sam czyn niedozwolony, może być, z perspektywy jego skutków, źródłem krzywdy wyrządzanej różnym osobom. Szkodę tę można, bowiem traktować, jako samodzielną, niezależną od uszczerbku doznanego przez bezpośrednio poszkodowanego. W razie śmierci osoby bliskiej, krzywdą wyrządzoną zmarłemu jest utrata życia, dla osób mu bliskich zaś jest to zerwanie szczególnie bliskiej więzi rodzinnej. W konsekwencji przyjęto, iż powód dochodzący zadośćuczynienia na podstawie art. 448KC jest bezpośrednio poszkodowany, wyrządzona mu bowiem została samoistna krzywda (por. uchwały Sądu Najwyższego z dnia 13 lipca 2011 r., I CZP 32/11, OSNC 2012, nr 1, poz. 10, z dnia 22 października 2010 r., III CZP 76/10, OSNC-ZD 2011, nr 2, poz. 42, z dnia 12 grudnia 2013 r., III CZP 74/13, OSNC 2014 r. Nr 9, poz. 88, wyroki Sądu Najwyższego z dnia 14 stycznia 2010 r., II CSK 307/09, OSNC-ZD 2010, nr C, poz. 91, z dnia 10 listopada 2010 r., II CSK 248/10, OSNC-ZD 2011, nr B, poz. 44, z dnia 11 maja 2011 r., I CSK 621/10, z dnia 25 maja 2011 r., II CSK 537/10, z dnia 15 marca 2012 r., I CSK 314/11, „Izba Cywilna" 2013r, nr 6, s. 37, z dnia 20 sierpnia 2015 r., II CSK 595/14). Analogicznie w przypadku ciężkiego uszczerbku na zdrowiu doznanego przez osobę najbliższą, krzywdą wyrządzoną dziecku będzie utrata zdrowia, natomiast dla matki (rodziców) jest to niemożność nawiązania typowej więzi rodzinnej ze swoim dzieckiem. Nie budzi też wątpliwości możliwość uwzględnienia roszczeń osoby bliskiej, jeżeli normalnym następstwem czynu niedozwolonego nakierowanego na inną osobę, jest uszczerbek na zdrowiu doznany przez osobę bliską (art. 444 - 445 § 1 KC).
 
Po trzecie, niezależnie od kontrowersji doktrynalnych związanych z odróżnieniem szkody pośredniej od bezpośredniej, brak podstaw do akceptowania założenia jakoby osoby pośrednio poszkodowane, nie mogły dochodzić ochrony prawnej, na zasadach ogólnych, skoro prawo polskie posługujące się w reżimie deliktowym generalną klauzulą odpowiedzialności (art. 415 KC.) nie zna koncepcji bezprawności względnej. Ponadto obowiązuje w nim zasada, pełnej kompensacji szkody, a ograniczeniem odpowiedzialności jest adekwatny związek przyczynowy. Również na płaszczyźnie konstytucyjnej zasady równości (art. 32 ust. 1 Konstytucji) trudno akceptować stanowisko odmawiające osobie pośrednio poszkodowanej prawa do kompensacji szkody, jeżeli przedmiotem naruszenia była wartość ściśle z nią związana. Do powstania odpowiedzialności odszkodowawczej wystarczy istnienie normalnego związku przyczynowego między zdarzeniem sprawczym, a powstaniem uszczerbku u jakiejkolwiek osoby, który nie musi mieć charakteru bezpośredniego. Trwałe kalectwo dziecka jest źródłem ciężkich przeżyć psychicznych dla rodziców i brak podstaw do twierdzenia, by nie pozostawały one w adekwatnym związku przyczynowym ze szkodą wyrządzoną dziecku. Takie ujęcie nie zmienia ogólnej koncepcji związku przyczynowego z art. 361 § 1 KC, który może mieć charakter pośredni. (por. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 4 września 1967 r., I PR 23/67, OSNPG 1968, nr 2, poz. 14, z dnia 22 czerwca 2012 r., V CSK 338/2011, z dnia 4 października 2012 r., I CSK 665/11).
 
Natomiast regulacje szczególne, zakładające możliwość wynagrodzenia szkód, doznanych przez osoby trzecie wskutek śmierci bezpośrednio poszkodowanego (art. 446 KC), nie stanowią normatywnego ograniczenia roszczeń odszkodowawczych osób pośrednio poszkodowanych, lecz dogodniejszą formę kompensacji niż wynikająca z zasad ogólnych. Trafnie zauważa się w literaturze przedmiotu, iż przeciwny pogląd nie uwzględnia, że z art. 446 KC, który ma charakter regulacji szczególnej, nie powinno wyprowadzać się - w drodze wnioskowania a contrario - zasady odpowiedzialności na ogólnych podstawach wyłącznie za szkody wynikłe z bezpośrednich naruszeń dóbr. Natomiast art. 448 KC nie różnicuje możliwości dochodzenia zadośćuczynienia za krzywdy wynikłe z naruszenia dóbr osobistych, ze względu na bezpośredni czy pośredni sposób dokonanego naruszenia. Z przytoczonych względów zarzut naruszenia art. 23 KC i art. 24 § 1 KC w związku z art. 448 KC i art. 361 § 1 KC zasługiwał na uwzględnienie.
 (podkreślenia własne M.S.)
 
 
 
 
 

wypowiedzenie prokury

W praktyce prowadzenia działalności gospodarczej często pojawia się problem - czy prokurent mocą własnego działania i z własnej woli może przestać być prokurentem? Innymi słowy - czy prokurent może skutecznie zrezygnować z bycia prokurentem?
 
W przepisach dotyczących prokury (od art. 109 z indeksem 1 k.c. do art. 109 z indeksem 8 k.c.) takiego sposobu wygaśnięcia prokury nie przewidziano.
 
Jednakże w doktrynie raczej jednolicie przyjmuje się, że prokurent może zrezygnować. Czynność prokurenta prowadzącą do tego nazywana bywa zrzeczeniem się prokury, odrzuceniem prokury lub po prostu wypowiedzeniem prokury.
 
Co ciekawe, większość przedstawicieli doktryny uzasadniając omawianą możliwość posługuje się stwierdzeniami typu: "nikt nie może być więźniem prokury", czy też odwołuje się do regulacji dotyczącej pełnomocnictwa. Powyższe nie wyjaśnia jednak dlaczego wypowiedzenie prokury (zrzeczenie się jej) należy uznać za dopuszczalne i skuteczne. Ogólne hasła jak "nikt nie może być więźniem prokury" kwestii tej nie wyjaśniają, bo nie są przepisami prawa i nie mogą ich zastępować. Natomiast odesłanie do regulacji dotyczącej pełnomocnictwa jest o tyle nietrafne, że regulacja ta również nie przewiduje możliwości wypowiedzenie pełnomocnictwa przez pełnomocnika, a jedynie jego odwołanie przez mocodawcę (art. 101§1 k.c.). Jednakże i w tym wypadku - możliwość wypowiedzenia pełnomocnictwa przez pełnomocnika jest raczej powszechnie akceptowana.
 
W mojej ocenie należy odwołać się w analizowanej sytuacji do art. 746§2 k.c. oraz 750 k.c. stosowanych na zasadzie argumentacji a fortiori. Należy bowiem mieć na uwadze, że zarówno stosunek prokury jak i stosunek pełnomocnictwa opierają się na stosunku prawnym polegającym na udzieleniu  zlecenia. W przypadku prokury (rzadziej w przypadku pełnomocnictwa) stosunek ten polega dodatkowo na świadczeniu usług na rzecz udzielającego prokury.
Zgodnie z art. 746§2 k.c. oraz art. 750 k.c. przyjmujący zlecenie (lub obowiązek świadczenia usług) może wypowiedzieć zlecenie (lub obowiązek świadczenia usług) w każdym czasie. 
 
Skoro zatem przyjmujący zlecenie (lub obowiązek świadczenia usług) może wypowiedzieć stosunek prawny łączący go z dającym zlecenie (lub obowiązek świadczenia usług) w każdym czasie, to tym bardziej należy uznać, że poprzez jednostronną czynność prawną (wypowiedzenie, zrzeczenie się) może zrezygnować z jednostronnego upoważnienia go do działania - prokury lub pełnomocnictwa opartego na stosunku zlecenia lub stosunku związanym ze świadczeniem usług. Skoro bowiem możliwe jest jednostronne zrezygnowanie ze stosunku prawnego nakładającego obowiązek działania (zlecenie, świadczenie usług), to tym bardziej możliwe powinno być jednostronne zrezygnowanie z dokonanego jednostronną czynnością prawną upoważnienia do działania opartego na takim stosunku prawnym.
 
Wydaje się, że w tym przypadku sięgnięcie do argumentacji a maiori ad minus (wnioskowania z większego na mniejsze) uzasadnia możliwość wypowiedzenia (zrzeczenia się prokury). Wydaje się również, że jest to argument lepszy, aniżeli kwitowanie problemu stwierdzeniem, że "nikt nie może być więźniem prokury". Takie ogólne hasła można bowiem wymyślać w dowolnej konfiguracji i wskazywać je jako rozwiązanie problemów. Jednakże doktryna prawa dorobiła się lepszych narzędzi rozwiązywania problemów, takich jak choćby zasady interpretacji norm prawnych.

zbędność nieruchomości na cel wywłaszczenia - terminy

 
W dzisiejszym wpisie, chciałbym się zająć jednym z aspektów zwrotu wywłaszcoznych nieruchomości, a mianowicie terminami, o których mowa w art. 137 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami (dalej jako u.g.n.).

Zgodnie z przywołaną wyżej normą prawną:
 
1. Nieruchomość uznaje się za zbędną na cel określony w decyzji o wywłaszczeniu, jeżeli:
1) pomimo upływu 7 lat od dnia, w którym decyzja o wywłaszczeniu stała się ostateczna, nie rozpoczęto prac związanych z realizacją tego celu albo
 
2) pomimo upływu 10 lat od dnia, w którym decyzja o wywłaszczeniu stała się ostateczna, cel ten nie został zrealizowany. 
 
Jeszcze do niedawna omawiany przepis nie budził kontrowersji. Patrzono na datę wywłaszczenia i od niej liczono odpowiednio 7 i 10 lat. Jednak od jakiegoś czasu w orzecznictwie organów administracji przyjmuje się, że jeżeli do wywłaszczenia doszło przed wejściem w życie u.g.n., to powyższe terminy nie mają w ogóle zastosowania. Czy słusznie? W mojej ocenie nie.

Wspomniany wyżej pogląd opiera się na wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 22 marca 2013 roku, sygnatura akt: I OSK 1981/11. Jednak wyrok ten jest źle interpretowany przez organy administracji. Zanim przejdziemy do jego analizy trzeba jeszcze dodać, że termin 7 letni został wprowadzony wraz z wejściem w życie u.g.n. czyli w dniu 1 stycznia 1998 roku, natomiast termin 10 letni został wprowadzony jedną ze zmian do u.g.n., która weszła w życie w dniu 22 września 2004 roku.


W uzasadnieniu wspominanego wyżej wyroku Naczelny Sąd Administracyjny zwrócił uwagę na fakt, że problematyczna jest sytuacja, w której do rozpoczęcia realizacji celu wywłaszczenia nie doszło przed dniem 1 stycznia 1998 roku, zaś do realizacji celu wywłaszczenia nie doszło do dnia 22 września 2004 roku pomimo tego, że upłynął odpowiednio 7 i 10 lat od wywłaszczenia, które w sprawie rozpoznawanej przez Naczelny Sąd Administracyjny miało miejsce w 1970 roku.
Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że jeżeli cel wywłaszczenia rozpoczęto realizować na krócej niż 7 lat przed dniem 1 stycznia 1998 roku oraz zrealizowano ten cel do 22 września 2004 roku (data wejścia w życie zmiany u.g.n. dodającej przesłankę zbędności nieruchomości), to przesłanki zbędności nieruchomości na cel wywłaszczenia, o których mowa w art. 137 u.g.n. nie będą zachodzić. 
 
Jednakże, co niezwykle istotne, Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził jednocześnie, iż:
 
Nie można zatem wymagać, aby ocena zbędności nieruchomości na cel jej wywłaszczenia była oceniana przez pryzmat upływu terminów określonych w art. 137 ust. 1 ustawy o gospodarce nieruchomościami, jeżeli okoliczności faktyczne określone - w tym przepisie zaistniały przed jego wejściem w życie, bądź odpowiednio przed wejściem w życie nowelizacji tego przepisu, tj. przed dniem 22 września 2004 r.
Terminy te miałyby natomiast znaczenie wtedy, gdyby odpowiednio: nie podjęto prac związanych z realizacją celu wywłaszczenia przed dniem 1 stycznia 1998 r., bądź też nie zrealizowano celu wywłaszczenia, przed dniem 22 września 2004 r.
(podkreślenie własne M.S.)
 
Tym samym w ocenie Naczelnego Sądu Administracyjnego terminy: 7 letni i 10 letni mają znaczenie i zastosowanie, jeżeli nie podjęto prac związanych z realizacją celu wywłaszczenia przed dniem 1 stycznia 1998 roku, bądź też nie zrealizowano celu wywłaszczenia przed dniem 22 września 2004 roku.
Powyższy pogląd jest słuszny - jeżeli bowiem w momencie wejścia w życie u.g.n. - 1 stycznia 1998 roku, bądź w momencie wejścia w życie zmiany do u.g.n. 22 września 2004 roku, istniały stan faktyczny, który w myśl nowych przepisów (1 stycznia 1998 roku) lub znowelizowanych przepisów (22 września 2004 roku) uzasadniał uznanie nieruchomości za zbędną na cel wywłaszczenia, to przepisy te winny znaleźć zastosowanie.
 
W praktyce oznacza to, że jeżeli wywłaszczenie nastąpiło dawniej niż 7 lat licząc wstecz od 1 stycznia 1998 roku oraz 10 lat licząc wstecz od 22 września 2004 roku, a do dnia 1 stycznia 1998 roku nie rozpoczęto jeszcze  realizacji  celu wywłaszczenia lub do dnia 22 września 2004 roku cel wywłaszczenia nie został jeszcze zrealizowany, to przesłanki zwrotu nieruchomości o których mowa w art. 137 ust. 1 u.g.n. niewątpliwie zachodzą, a przepis ten znajduje pełne zastosowanie.
 
Tym samym błędne jest liczenie tych terminów, jak często chcą organy administracji, odpowiednio od 1 stycznia 1998 roku w przód, czyli do 1 stycznia 2005 roku oraz od 22 września 2004 roku w przód, czyli do dnia 22 września 2014 roku. 
 
Istotne jest bowiem to, czy na dzień wejścia w życie przepisów wprowadzających omawiane terminy istniał stan faktyczny, które pod te przepisy podpadał
To z kolei oznacza, jak wspomniałem wcześniej, że jeżeli do dnia 1 stycznia 1998 roku nie rozpoczęto prac związanych z realizacją celu wywłaszczenia, a do wywłaszczenia doszło 1 stycznia 1991 roku lub wcześniej, to nieruchomość powinna być uznana za zbędną na cel wywłaszczenia. Analogicznie, jeżeli do dnia 22 września 2004 roku nie zrealizowano celu wywłaszczenia, a do wywłaszczenia doszło 22 września 1994 roku lub wcześniej, to nieruchomość również powinna być uznana za zbędną na cel wywłaszczenia. 
 
Analizowany problem, to przykład sytuacji - niestety wcale nie rzadkiej - w której z orzeczenia sądowego wyciąga się wnioski zupełnie inne, niż te, które rzeczywiście wynikają z tego orzeczenia. 
 
Tym bardziej należy zatem "pilnować" organów administracji i w razie potrzeby, wnosić środki zaskarżenia. 
 

oświadczenie woli - postać elektroniczna

 

 
Jak to w końcu jest z oświadczeniami woli składanymi w postaci elektronicznej, na przykład w wiadomościach e-mail? Czy faktycznie aby złożyć takie oświadczenie konieczne jest posiadanie tak zwanego kwalifikowanego podpisu elektronicznego? Odpowiedź - jak to zwykle w kwestiach prawnych bywa - brzmi i tak i nie.
 
Zgodnie z art. 781 kodeksu cywilnego:
 
§1. Do zachowania elektronicznej formy czynności prawnej wystarcza złożenie oświadczenia woli w postaci elektronicznej i opatrzenie go kwalifikowanym podpisem elektronicznym.
§2. Oświadczenie woli złożone w formie elektronicznej jest równoważne z oświadczeniem woli złożonym w formie pisemnej.
 
Mogłoby się zatem wydawać, że złożenie oświadczenia woli w postaci elektronicznej możliwe jest wyłącznie w sytuacji, w której oświadczenia zostanie opatrzone kwalifikowanym podpisem elektronicznym. 
 
Tak jednak nie jest, powyższy przepis dotyczy bowiem ściśle tylko „formyelektronicznej oświadczeń woli (podobnie jak forma notarialna) i ma zastosowanie właściwie wyłącznie wtedy, gdy wymagana jest forma elektroniczna oświadczenia woli lub forma pisemna (skoro forma elektroniczna jest jej równoważna).
 
W związku z tym należy sięgnąć do dobrze znanego art. 60 kodeksu cywilnego, zgodnie z którym:
 
Z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej (oświadczenie woli).
 
Z powyższego przepisu wynika, że oświadczenie woli może być wyrażone w każdy sposób, czyli także w postaci elektronicznej, a więc również z wykorzystaniem dowolnych środków komunikacji elektronicznej, w tym wiadomości e-mail, czy poprzez zaznaczenia odpowiedniego miejsca w formularzu na stronie internetowej.
 
Konkluzja jest zatem taka, że czym innym jest forma elektroniczna oświadczenia woli, a czy innym jest postać elektroniczna oświadczenia woli. O ile zatem w przypadku formy elektronicznej konieczne jest spełnienie określonych warunków - opatrzenie oświadczenia kwalifikowanym podpisem elektronicznym, aby mogło ono zostać uznane za złożone w tej właśnie formie, o tyle złożenie oświadczenia w postaci elektronicznej nie wiąże się z zachowaniem żadnej szczególnej formy oświadczenia woli.
 
Jeżeli więc przepis szczególny nie wymaga szczególnej formy oświadczenia woli, to można je złożyć także w postaci elektronicznej. Oznacza to, że w praktyce z formą elektroniczną oświadczeń woli będziemy mieli do czynienia, jeżeli formy takiej będzie wymagał przepis szczególny lub jeżeli będziemy chcieli złożyć oświadczenie w formie pisemnej, z którą forma elektroniczna jest równoważna. Jeżeli natomiast, żadna szczególna forma oświadczenia woli nie jest wymagana, oświadczenie to można złożyć również wysyłając wiadomość e-mail czy korzystając z innych możliwości komunikacji elektronicznej.
 
 
 

specustawa drogowa - odszkodowanie za wywłaszczenie nieruchomości

 
Mam okazję reprezentować osoby, których nieruchomości zostały wywłaszczone na potrzeby budowy różnych dróg publicznych, w postępowaniach o ustalenie i wypłatę odszkodowania. Moja podstawowa refleksja jest taka - to nie są postępowania, które poprowadzą się same, a odpowiednie przygotowanie i poprowadzenie sprawy może znacznie przyspieszyć wypłatę odszkodowania i doprowadzić do zwiększenia (czy raczej urealnienia) jego wartości. 
 
Ale od początku. Otóż zdecydowana większość inwestycji dotyczących dróg publicznych realizowana jest na podstawie ustawy z dnia 10 kwietnia 2003 roku o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych - dalej jako specustawa. Pominę w tym miejscu liczne wątpliwości odnośnie do zgodności z Konstytucją niektórych regulacji tej ustawy i skupię się stricte na kwestiach dotyczących odszkodowań. 

Aby doszło do ustalenia i wypłaty odszkodowania, najpierw musi dojść do wywłaszczenia. 

Wywłaszczenia nieruchomości pod drogi publiczne dokonywane są na mocy decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej, która powszechnie określana jest jako decyzja ZRID i tak też będę ją nazywał w dalszej części niniejszego wpisu. Decyzja ZRID zawiera w sobie wiele elementów, które w zwykłych postępowaniach musiałyby zostać zawarte w kilku różnych decyzjach. Decyzja taka między innymi zatwierdza podział nieruchomości (art. 12 ust. 1 specustawy), uprawnia do rozpoczęcia robót budowlanych (art. 17 ust. 3 pkt. 4 specustawy), ale przede wszystkim wywłaszcza nieruchomości na potrzeby budowy drogi publicznej (art. 12 ust. 4 specustawy). Skutek wywłaszczenia następuje w momencie, w którym decyzja ZRID uzyskuje przymiot ostateczności. Co więcej, ostateczna decyzja ZRID lub nieostateczna decyzja ZRID, ale z rygorem natychmiastowej wykonalności, zobowiązuje do niezwłocznego wydania nieruchomości, opróżnienia lokali i innych pomieszczeń oraz uprawnia do faktycznego objęcia nieruchomości w posiadanie przez właściwego zarządcę drogi. 

Jeżeli decyzja ZRID uzyska przymiot ostateczności, to organ, który ją wydał powinien w terminie 30 dni wydać decyzję ustalającą wysokość odszkodowania za wywłaszczenie nieruchomości (art. 12 ust. 4a i 4b specustawy). Jeżeli decyzji ZRID nadany został rygor natychmiastowej wykonalności, decyzja o odszkodowaniu powinna być wydana w terminie 60 dni od dnia nadania takiego rygoru (art. 12 ust. 4g specustawy).To jednak tylko teoria. Wskazane wyżej terminy, są bowiem tak zwanymi terminami instrukcyjnymi, które nie wiążące organu administracji. W praktyce postępowania odszkodowawcze potrafią trwać długo, w ekstremalnych przypadkach - nawet kilka lat.

Odszkodowanie ustalane jest według stanu nieruchomości z dnia wydania decyzji ZRID oraz według jej wartości z chwili ustalenia odszkodowania (art. 18 ust. 1 specustawy). Ważne regulacje dotyczące szacowania nieruchomości zawarte są nie tylko w specustawie, ale również w §36 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 21 września 2004 roku w sprawie wyceny nieruchomości i sporządzania operatu szacunkowego - dalej jako rozporządzenie. W rozporządzeniu wskazano między innymi, że przy wycenie nieruchomości nie uwzględnia się nakładów dokonanych po dniu wydania decyzji ZRID, co jest konsekwencją zasady, że odszkodowanie ustalane jest według stanu nieruchomości z dnia wydania decyzji ZRID.

Mając powyższe na uwadze, właściciele nieruchomości które będą wywłaszczane powinni jeszcze przed wydaniem decyzji ZRID zabezpieczyć swoje interesy. Często bowiem przebieg drogi publicznej znany jest jeszcze zanim decyzja ZRID zostanie wydana. W takich sytuacjach właściciele nieruchomości, które zostaną wywłaszczone powinni zgromadzić dokumentację pozwalającą na ustalenie jakie nakłady znajdują się na nieruchomości i jaką mają wartość. Ponadto bardzo przydatna będzie dokumentacja fotograficzna zarówno z okresu poprzedzającego wydanie decyzji ZRID, jak i z samego dnia wydania tej decyzji. Takie przygotowanie się do postępowania odszkodowawczego, znacznie ułatwi zadbanie o to, aby wycena nieruchomości została sporządzona w należyty sposób, co znajdzie bezpośrednie przełożenie na odszkodowanie. 

Jeżeli nieruchomość obciążona jest hipoteką lub innymi ograniczonymi prawami rzeczowymi, odszkodowanie zostanie odpowiednio zmniejszone (art. 18 ust. 1a, 1b i 1c specustawy).

Kolejną kwestią, na którą warto zwrócić uwagę jest możliwość uzyskania tak zwanych bonusów do odszkodowania. Otóż jeżeli wywłaszczana nieruchomość zabudowana jest budynkiem mieszkalnym lub budynkiem, w którym wyodrębniony został lokal mieszkalny odszkodowanie powiększa się o kwotę 10.000 zł (art. 18 ust. 1f specustawy). Jeżeli natomiast nieruchomość zostanie niezwłocznie wydana przez dotychczasowych właścicieli, lecz nie później niż w terminie 30 dni od dnia doręczenia zawiadomienia o nadaniu decyzji ZRID rygoru natychmiastowej wykonalności lub od dnia doręczenia postanowienia o nadaniu takiego rygoru lub od dnia w którym decyzja ZRID stała się ostateczna, odszkodowanie ulega powiększeniu o 5% wartości nieruchomości (art. 18 ust. 1e specustawy). 

W toku postępowania odszkodowawczego najważniejszą kwestią jest kontrola nad prawidłowością przygotowania wyceny nieruchomości. Taką kontrolę musi sprawować właściciel nieruchomości, który może oczywiście skorzystać z pomocy profesjonalnego pełnomocnika, najlepiej takiego, który ma doświadczenie w tego rodzaju sprawach. Wyceny w praktyce wyglądają bowiem tak, że są przygotowywane niemal hurtowo przez jeden podmiot, z którego usług korzysta organ wydający decyzję odszkodowawczą. Często zdarza się przy tym, że wyceny są zaniżone lub wręcz bardzo zaniżone albo zawierają błędy. W przypadku większych lub bardziej wartościowych nieruchomości bardzo dobrym pomysłem jest zlecenie przez właściciela sporządzenia własnej wyceny nieruchomości, która zostanie przygotowana w oparciu o przepisy i reguły dotyczące wyceny nieruchomości na potrzeby ustalenia wysokości odszkodowania za przejęcie nieruchomości pod drogi publiczne. Taki krok umożliwi uzyskanie materiału porównawczego i dostarczy ewentualnych argumentów do kwestionowania błędnego operatu szacunkowego, jeżeli taki zostanie przygotowany w postępowaniu odszkodowawczym. 

Należy również wiedzieć, że wyceniając nieruchomość na potrzeby omawianego odszkodowania rzeczoznawca powinien dokonać wyboru podejścia, metody i techniki szacowania uwzględniając cel wyceny, rodzaj i położenie nieruchomości, przeznaczenie w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, stan nieruchomości, dostępne dane o cenach, dochodach i cechach nieruchomości podobnych. Jeżeli dana nieruchomość nie jest objęta miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, to pod uwagę bierze się studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego lub decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Jeżeli również ich brak, uwzględnia się faktyczny sposób użytkowania nieruchomości (§36 ust. 1 rozporządzenia). 
Powyższe oznacza, że co do zasady nie przyjmuje się przeznaczenia nieruchomości pod budowę drogi, lecz takie przeznaczenie, które ma ona w obowiązujących dokumentach planistycznych, a w przypadku ich braku - przeznaczenie wynikające z faktycznego sposobu użytkowania nieruchomości. 

Trzeba jednak pamiętać o dwóch bardzo ważnych zasadach.

Po pierwsze, jeżeli wywłaszczenie dotyczy nieruchomości, która była przeznaczona w dokumentach planistycznych pod budowę drogi, to wartość nieruchomości powinna zostać ustalona na podstawie cen transakcyjnych nieruchomości drogowych. Dopiero jeżeli byłoby to niemożliwe, przyjmuje się przeznaczenie nieruchomości przeważające wśród nieruchomości sąsiednich (§36 ust. 4 rozporządzenia). To ważna zasada, albowiem nagminnie spotyka się nieuzasadnione dokonywanie wycen na podstawie przeznaczenia przeważającego wśród nieruchomości sąsiednich, co czasami bywa bardzo niekorzystne dla właścicieli. Tymczasem o niemożliwości wyceny na postawie cen transakcyjnych nieruchomości drogowych można mówić, jeżeli transakcji dotyczących nieruchomości drogowych nie ma ani na rynku lokalnym, ani na rynku regionalnym, ani na rynku krajowym. Przy obecnym poziomie realizacji inwestycji drogowych, transakcje takie z całą pewnością są i powinny być uwzględniane.  Ponadto należy brać pod uwagę ceny transakcyjne dotyczące nieruchomości drogowych przeznaczanych pod podobny rodzaj drogi, który realizowany jest z wykorzystaniem wywłaszczonej nieruchomości. Innymi słowy, jeżeli realizowana jest droga gminna, to należy brać pod uwagę transakcje dotyczące nieruchomości pod drogi gminne, ale jeżeli realizowana jest droga krajowa będąca drogą ekspresową, to należy brać pod uwagę transakcje dotyczące nieruchomości pod taki właśnie rodzaj drogi. 
 
Po drugie, przy wycenie nieruchomości na potrzeby odszkodowania obowiązuje tak zwana zasada korzyści (§36 ust. 3 rozporządzenia). Zgodnie z tą zasadą, jeżeli wycena nieruchomości zgodna z celem wywłaszczenia, czyli uwzględniająca przeznaczenie pod budowę drogi, byłaby wyższa niż wycena oparta na rzeczywistym przeznaczeniu nieruchomości, to powinno nastąpić podwyższenie wyceny, jednakże nie więcej niż o 50%. Oznacza to, że w postępowaniu odszkodowawczym, jeżeli wywłaszczona nieruchomość ma przeznaczenie inne niż pod budowę drogi, to zawsze należy dokonywać alternatywnej wyceny z uwzględnieniem przeznaczenia pod realizację inwestycji drogowej, w związku z realizacją której następuje wywłaszczenie. Dopiero wówczas można bowiem przeprowadzić test korzyści i zdecydować czy omawiana zasada znajdzie zastosowanie. 

W praktyce w postępowaniach odszkodowawczych, wyceny bardzo często nie uwzględniają powyższych przepisów. Nagminne jest również dobieranie do porównania niewłaściwych nieruchomości, które wcale nie są nieruchomościami podobnymi. Dlatego tak istotne jest aby czuwać nad prawidłowością wycen i tym samym wysokości odszkodowań, w miarę możliwości przy pomocy profesjonalisty. 
 
 
 
 
 

solidarna odpowiedzialność inwestora za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy robót budowlanych

 
W obrocie prawnym i gospodarczym regułą jest, że roboty budowlane (inwestycje) realizowane są w dużym zakresie przez podwykonawców. Wygląda to w ten sposób, że inwestor zleca wykonanie inwestycji wykonawcy, a ten angażuje podwykonawców do wykonania poszczególnych zakresów prac albo nawet ich całości. Nie jest to w żadnym wypadku zjawisko nieporządne, dzięki niemu więcej podmiotów angażuje się w wykonywanie prac i więcej podmiotów (oraz osób) ma zajęcie, a co za tym idzie - zarobek.

Patrząc na aspekt prawny tego zjawiska, należy oczywiście pamiętać o art. 356§1 Kodeksu cywilnego (k.c.), zgodnie z którym:

Wierzyciel może żądać osobistego świadczenia dłużnika tylko wtedy, gdy to wynika z treści czynności prawnej, z ustawy albo z właściwości świadczenia.

Z drugiej strony, zgodnie z art. 647(1)§1 k.c. w umowie o roboty budowlane strony ustalają zakres robót, które wykonawca będzie wykonywał osobiście lub za pomocą podwykonawców.

To zatem umowa o roboty budowlane jest dokumentem, który określa zakres robót (prac), które będą wykonywać podwykonawcy.

Tyle tytułem wstępu. Niniejszy wpis dotyczy bowiem stricte rozliczenia podwykonawców. Chodzi o sytuacje, w których wykonawcy nie płacą podwykonawcom wynagrodzenia. Oczywiście w grę wchodzi wówczas solidarna odpowiedzialność inwestora, o której mowa w art. 647(1)§5 k.c. Oznacza ona, że jeżeli wykonawca nie ureguluje wynagrodzenia podwykonawcy, za zapłatę tego wynagrodzenia odpowiedzialny będzie inwestor. Co więcej podwykonawca może żądać zapłaty wynagrodzenia nawet od razu od inwestora, nie czekając na to czy wykonawca mu zapłaci, albowiem taką możliwość daje mu solidarna odpowiedzialności za zapłatę tego wynagrodzenia po stronie wykonawcy i inwestora. 

Nawiasem mówiąc inwestor powinien zadbać nie tylko o to, aby odpowiednio określić zakres robót wykonywany przez podwykonawców, ale również o to, aby w odpowiedni sposób uregulować zasady rozliczeń regresowych pomiędzy nim a wykonawcą. W praktyce często spotyka się całkowite roszczenie regresowe, w tym sensie, że jeżeli inwestor ureguluje wynagrodzenie podwykonawcy, może żądać zwrotu całej kwoty od wykonawcy. Jeżeli tego rodzaju postanowień nie będzie w umowie pomiędzy inwestorem a wykonawcą (a wbrew pozorom takie sytuacje się zdarzają) zwrot inwestorowi będzie przysługiwał tylko w połowie (art. 376§1 zdanie drugie k.c.).

Jednakże inwestor nie zawsze będzie ponosił solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy. Będzie tak jedynie wówczas, gdy wyrazi zgodę na zawarcie przez wykonawcę umowy z podwykonawcą. Przyjmuje się bowiem, że taka solidarna odpowiedzialności zachodzi wyłącznie wówczas, gdy zastosowanie znajdzie art. 647(1)§2 k.c., zgodnie z którym:

Do zawarcia przez wykonawcę umowy o roboty budowlane z podwykonawcą jest wymagana zgoda inwestora. Jeżeli inwestor, w terminie 14 dni od przedstawienia mu przez wykonawcę umowy z podwykonawcą lub jej projektu, wraz z częścią dokumentacji dotyczącą wykonania robót określonych w umowie lub projekcie, nie zgłosi na piśmie sprzeciwu lub zastrzeżeń, uważa się, że wyraził zgodę na zawarcie umowy.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż w doktrynie i orzecznictwie trwają spory odnośnie do tego jakie zachowania inwestora i w jakich sytuacjach mogą zostać uznane za zgodę determinującą jego solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawców. Pewne jest za to, że taka zgoda nie przesądza o ważności umowy wykonawcy z podwykonawcą - czyli i bez zgody inwestora wspomniana umowa będzie ważna.

Kiedy zatem inwestor będzie ponosił solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawców? 

W orzecznictwie słusznie wskazuje się, że może zaistnieć jedna z następujących sytuacji (tak na przykład wyrok Sądu Najwyższego z dnia 20 sierpnia 2015 roku, sygnatura akt: II CSK 551/14):

1.
sprzeciw inwestora wobec zawarcia przez wykonawcę umowy z podwykonawcą - nie ma to, co do zasady, żadnego wpływu na to czy wykonawca będzie mógł korzystać z podwykonawców czy też nie, ale w takiej sytuacji inwestor nie będzie ponosił solidarnej odpowiedzialności za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy, którego dotyczy sprzeciw;

2.
zgoda bierna inwestora - chodzi o sytuację z art. 647(1)§2 zdanie drugie k.c., czyli wykonawca przedstawia inwestorowi umowę z podwykonawcą lub jej projekt wraz z częścią dokumentacji dotyczącą prac, które ma wykonać podwykonawca, a inwestor nie zgłasza na piśmie sprzeciwu lub zastrzeżeń, w takiej sytuacji ma inwestor ponosi solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy;

3.
zgoda czynna inwestora wyrażona wprost - inwestor wprost oświadcza, że zgadza się na to, aby dany podwykonawca wykonywał prace, w takiej sytuacji oczywiście inwestor ponosi solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy;

4.
zgoda czynna inwestora wyrażona w sposób dorozumiany - inwestor wprawdzie wprost nie oświadcza, że zgadza się na to, aby dany podwykonawca wykonywał prace, ale zachowuje się w taki sposób, że z jego zachowania wynika, iż na to się zgadza (art. 60 k.c.), w takiej sytuacji inwestor również ponosi solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy.
 
Jak zatem widać z powyższego, omawiana norma jest interpretowana stosunkowo szeroko., a tryb z art. 647(1)§2 zdanie drugie k.c. nie jest uznawany za jedyny sposób doprowadzenia do sytuacji, w której inwestor będzie podnosił solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy. Przeciwnie, orzecznictwo skupia się na art. 647(1)§2 zdanie pierwsze k.c. i na kwestii zgody inwestora, która może być wyrażona zarówno wprost, jak i w sposób dorozumiany.

O ile sprzeciw inwestora i jego zgoda bierna nie budzą większych kontrowersji, o tyle zgoda czynna inwestora, a w szczególności zgoda czynna wyrażona w sposób dorozumiany, wywołują wątpliwości zwłaszcza odnośnie do tego jakie warunki muszą zostać spełnione, aby zgodę czynną dorozumianą inwestora można było uznać za uzasadniającą jego solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy.

Przez szacunek dla czytelników niniejszego wpisu, którzy byli na tyle cierpliwi, że dotarli do tego miejsca, oszczędzę omawiania licznych orzeczeń dotyczących zgody czynnej, a skupię się raczej na konkluzjach, które z nich wynikają. 

Otóż w przypadku zgody czynnej wyrażonej wprost nie stawia się żadnych warunków poza tym, żeby było wiadomo odnośnie do jakiego podwykonawcy inwestor wyraża zgodę. Innymi słowy, jeżeli inwestor wprost zgodzi się, aby dany podwykonawca wykonywał prace, to zawsze będzie ponosił solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia temu podwykonawcy (patrz na przykład: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 24 stycznia 2014 roku, sygnatura akt: V CSK 124/13, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 20 sierpnia 2015 roku, II CSK 551/14). U podstaw takiego poglądu, leży założenie, że skoro inwestor godzi się na danego wykonawcę, to uznaje że ma wystarczająco dużo danych, aby podjąć taką decyzję i nie dzieje mu się krzywda (volenti non fit iniuria). 

W przypadku zgody czynnej wyrażonej w sposób dorozumiany sytuacja jest bardziej skomplikowana. Przyjmuje się, że aby zachowanie inwestora mogło zostać uznane za dorozumianą zgodę na danego podwykonawcę, inwestor musi mieć wiedzę o istotnych postanowieniach umowy pomiędzy wykonawcą a podwykonawcą lub przynajmniej musi mieć możliwość uzyskania takiej wiedzy (patrz na przykład: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 czerwca 2015 roku, sygnatura akt: III CSK 370/14, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 czerwca 2008 roku, sygnatura akt: II CSK 80/08, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 6 października 2010 roku, sygnatura akt: II CSK 210/10,wyrok Sądu Najwyższego z dnia 5 września 2012 roku, sygnatura akt: IV CSK 91/12, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 27 czerwca 2013 roku, sygnatura akt: III CSK 298/12, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 6 lutego 2015 roku, sygnatura akt: II CSK 327/14, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 27 maja 2015 roku, sygnatura akt: II CSK 483/14, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 19 czerwca 2015 roku, sygnatura akt: IV CSK 580/14). Nie chodzi przy tym o potencjalną możliwość uzyskania takiej wiedzy, lecz o realną w danej sytuacji możliwość jej uzyskania. Na inwestora nie nakłada się bowiem obowiązku kontrolowania wykonawcy i żądania przedkładania mu umów z podwykonawcami. Jednakże jeżeli przykładowo do inwestora zostanie skierowane pismo informujące go o istotnych postanowieniach umowy z podwykonawcą, to w takiej sytuacji bez wątpienia zostanie stworzona możliwość zapoznania się przez niego z tymi postanowieniami i bez znaczenia będzie to czy faktycznie się z nimi zapozna, czy też nie. Bez znaczenia jest również to z jakiego źródła inwestor uzyska wiedzę (lub możliwość jej uzyskania) i w jakim momencie. Istotne jest za to aby wiedza inwestora lub możliwość jej uzyskania dotyczyła osoby podwykonawcy, zakresu wykonywanych przez niego prac, oraz wysokości jego wynagrodzenia (lub sposobu jego ustalenia). Akurat ta ostatnia kwestia, choć wydaje się kluczowa, budziła największe kontrowersje. W mojej ocenie wiedza o wynagrodzeniu podwykonawcy lub możliwość jej uzyskania jest absolutnie podstawowa. Trudno byłoby bez niej interpretować zachowanie inwestora jako wyrażające zgodę na konkretnego podwykonawcę i zawarcie z nim umowy przez wykonawcę. Wydaje się, że podobne założenie przyjął Sąd Najwyższy wydając uchwałę z dnia 17 lutego 2016 roku (tak tak świeżynka), sygnatura akt: III CZP 108/15, w której stwierdził, iż:

Skuteczność wyrażonej w sposób dorozumiany (art. 60 k.c.) zgody inwestora na zawarcie przez wykonawcę umowy o roboty budowlane z podwykonawcą jest uzależniona od zapewnienia mu możliwości zapoznania się z postanowieniami tej umowy, które wyznaczają zakres jego odpowiedzialności przewidzianej w art. 647[1] § 5 k.c. 

Rzecz jasna, ciężar udowodnienia okoliczności uzasadniających solidarną odpowiedzialność inwestora spoczywa na podwykonawcy domagającemu się zapłaty wynagrodzenia.
 
 
 

formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

obserwatorzy

Copyright © paragrafowanie