specustawa drogowa - odszkodowanie za wywłaszczenie nieruchomości

 
Mam okazję reprezentować osoby, których nieruchomości zostały wywłaszczone na potrzeby budowy różnych dróg publicznych, w postępowaniach o ustalenie i wypłatę odszkodowania. Moja podstawowa refleksja jest taka - to nie są postępowania, które poprowadzą się same, a odpowiednie przygotowanie i poprowadzenie sprawy może znacznie przyspieszyć wypłatę odszkodowania i doprowadzić do zwiększenia (czy raczej urealnienia) jego wartości. 
 
Ale od początku. Otóż zdecydowana większość inwestycji dotyczących dróg publicznych realizowana jest na podstawie ustawy z dnia 10 kwietnia 2003 roku o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych - dalej jako specustawa. Pominę w tym miejscu liczne wątpliwości odnośnie do zgodności z Konstytucją niektórych regulacji tej ustawy i skupię się stricte na kwestiach dotyczących odszkodowań. 

Aby doszło do ustalenia i wypłaty odszkodowania, najpierw musi dojść do wywłaszczenia. 

Wywłaszczenia nieruchomości pod drogi publiczne dokonywane są na mocy decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej, która powszechnie określana jest jako decyzja ZRID i tak też będę ją nazywał w dalszej części niniejszego wpisu. Decyzja ZRID zawiera w sobie wiele elementów, które w zwykłych postępowaniach musiałyby zostać zawarte w kilku różnych decyzjach. Decyzja taka między innymi zatwierdza podział nieruchomości (art. 12 ust. 1 specustawy), uprawnia do rozpoczęcia robót budowlanych (art. 17 ust. 3 pkt. 4 specustawy), ale przede wszystkim wywłaszcza nieruchomości na potrzeby budowy drogi publicznej (art. 12 ust. 4 specustawy). Skutek wywłaszczenia następuje w momencie, w którym decyzja ZRID uzyskuje przymiot ostateczności. Co więcej, ostateczna decyzja ZRID lub nieostateczna decyzja ZRID, ale z rygorem natychmiastowej wykonalności, zobowiązuje do niezwłocznego wydania nieruchomości, opróżnienia lokali i innych pomieszczeń oraz uprawnia do faktycznego objęcia nieruchomości w posiadanie przez właściwego zarządcę drogi. 

Jeżeli decyzja ZRID uzyska przymiot ostateczności, to organ, który ją wydał powinien w terminie 30 dni wydać decyzję ustalającą wysokość odszkodowania za wywłaszczenie nieruchomości (art. 12 ust. 4a i 4b specustawy). Jeżeli decyzji ZRID nadany został rygor natychmiastowej wykonalności, decyzja o odszkodowaniu powinna być wydana w terminie 60 dni od dnia nadania takiego rygoru (art. 12 ust. 4g specustawy).To jednak tylko teoria. Wskazane wyżej terminy, są bowiem tak zwanymi terminami instrukcyjnymi, które nie wiążące organu administracji. W praktyce postępowania odszkodowawcze potrafią trwać długo, w ekstremalnych przypadkach - nawet kilka lat.

Odszkodowanie ustalane jest według stanu nieruchomości z dnia wydania decyzji ZRID oraz według jej wartości z chwili ustalenia odszkodowania (art. 18 ust. 1 specustawy). Ważne regulacje dotyczące szacowania nieruchomości zawarte są nie tylko w specustawie, ale również w §36 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 21 września 2004 roku w sprawie wyceny nieruchomości i sporządzania operatu szacunkowego - dalej jako rozporządzenie. W rozporządzeniu wskazano między innymi, że przy wycenie nieruchomości nie uwzględnia się nakładów dokonanych po dniu wydania decyzji ZRID, co jest konsekwencją zasady, że odszkodowanie ustalane jest według stanu nieruchomości z dnia wydania decyzji ZRID.

Mając powyższe na uwadze, właściciele nieruchomości które będą wywłaszczane powinni jeszcze przed wydaniem decyzji ZRID zabezpieczyć swoje interesy. Często bowiem przebieg drogi publicznej znany jest jeszcze zanim decyzja ZRID zostanie wydana. W takich sytuacjach właściciele nieruchomości, które zostaną wywłaszczone powinni zgromadzić dokumentację pozwalającą na ustalenie jakie nakłady znajdują się na nieruchomości i jaką mają wartość. Ponadto bardzo przydatna będzie dokumentacja fotograficzna zarówno z okresu poprzedzającego wydanie decyzji ZRID, jak i z samego dnia wydania tej decyzji. Takie przygotowanie się do postępowania odszkodowawczego, znacznie ułatwi zadbanie o to, aby wycena nieruchomości została sporządzona w należyty sposób, co znajdzie bezpośrednie przełożenie na odszkodowanie. 

Jeżeli nieruchomość obciążona jest hipoteką lub innymi ograniczonymi prawami rzeczowymi, odszkodowanie zostanie odpowiednio zmniejszone (art. 18 ust. 1a, 1b i 1c specustawy).

Kolejną kwestią, na którą warto zwrócić uwagę jest możliwość uzyskania tak zwanych bonusów do odszkodowania. Otóż jeżeli wywłaszczana nieruchomość zabudowana jest budynkiem mieszkalnym lub budynkiem, w którym wyodrębniony został lokal mieszkalny odszkodowanie powiększa się o kwotę 10.000 zł (art. 18 ust. 1f specustawy). Jeżeli natomiast nieruchomość zostanie niezwłocznie wydana przez dotychczasowych właścicieli, lecz nie później niż w terminie 30 dni od dnia doręczenia zawiadomienia o nadaniu decyzji ZRID rygoru natychmiastowej wykonalności lub od dnia doręczenia postanowienia o nadaniu takiego rygoru lub od dnia w którym decyzja ZRID stała się ostateczna, odszkodowanie ulega powiększeniu o 5% wartości nieruchomości (art. 18 ust. 1e specustawy). 

W toku postępowania odszkodowawczego najważniejszą kwestią jest kontrola nad prawidłowością przygotowania wyceny nieruchomości. Taką kontrolę musi sprawować właściciel nieruchomości, który może oczywiście skorzystać z pomocy profesjonalnego pełnomocnika, najlepiej takiego, który ma doświadczenie w tego rodzaju sprawach. Wyceny w praktyce wyglądają bowiem tak, że są przygotowywane niemal hurtowo przez jeden podmiot, z którego usług korzysta organ wydający decyzję odszkodowawczą. Często zdarza się przy tym, że wyceny są zaniżone lub wręcz bardzo zaniżone albo zawierają błędy. W przypadku większych lub bardziej wartościowych nieruchomości bardzo dobrym pomysłem jest zlecenie przez właściciela sporządzenia własnej wyceny nieruchomości, która zostanie przygotowana w oparciu o przepisy i reguły dotyczące wyceny nieruchomości na potrzeby ustalenia wysokości odszkodowania za przejęcie nieruchomości pod drogi publiczne. Taki krok umożliwi uzyskanie materiału porównawczego i dostarczy ewentualnych argumentów do kwestionowania błędnego operatu szacunkowego, jeżeli taki zostanie przygotowany w postępowaniu odszkodowawczym. 

Należy również wiedzieć, że wyceniając nieruchomość na potrzeby omawianego odszkodowania rzeczoznawca powinien dokonać wyboru podejścia, metody i techniki szacowania uwzględniając cel wyceny, rodzaj i położenie nieruchomości, przeznaczenie w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, stan nieruchomości, dostępne dane o cenach, dochodach i cechach nieruchomości podobnych. Jeżeli dana nieruchomość nie jest objęta miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, to pod uwagę bierze się studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego lub decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Jeżeli również ich brak, uwzględnia się faktyczny sposób użytkowania nieruchomości (§36 ust. 1 rozporządzenia). 
Powyższe oznacza, że co do zasady nie przyjmuje się przeznaczenia nieruchomości pod budowę drogi, lecz takie przeznaczenie, które ma ona w obowiązujących dokumentach planistycznych, a w przypadku ich braku - przeznaczenie wynikające z faktycznego sposobu użytkowania nieruchomości. 

Trzeba jednak pamiętać o dwóch bardzo ważnych zasadach.

Po pierwsze, jeżeli wywłaszczenie dotyczy nieruchomości, która była przeznaczona w dokumentach planistycznych pod budowę drogi, to wartość nieruchomości powinna zostać ustalona na podstawie cen transakcyjnych nieruchomości drogowych. Dopiero jeżeli byłoby to niemożliwe, przyjmuje się przeznaczenie nieruchomości przeważające wśród nieruchomości sąsiednich (§36 ust. 4 rozporządzenia). To ważna zasada, albowiem nagminnie spotyka się nieuzasadnione dokonywanie wycen na podstawie przeznaczenia przeważającego wśród nieruchomości sąsiednich, co czasami bywa bardzo niekorzystne dla właścicieli. Tymczasem o niemożliwości wyceny na postawie cen transakcyjnych nieruchomości drogowych można mówić, jeżeli transakcji dotyczących nieruchomości drogowych nie ma ani na rynku lokalnym, ani na rynku regionalnym, ani na rynku krajowym. Przy obecnym poziomie realizacji inwestycji drogowych, transakcje takie z całą pewnością są i powinny być uwzględniane.  Ponadto należy brać pod uwagę ceny transakcyjne dotyczące nieruchomości drogowych przeznaczanych pod podobny rodzaj drogi, który realizowany jest z wykorzystaniem wywłaszczonej nieruchomości. Innymi słowy, jeżeli realizowana jest droga gminna, to należy brać pod uwagę transakcje dotyczące nieruchomości pod drogi gminne, ale jeżeli realizowana jest droga krajowa będąca drogą ekspresową, to należy brać pod uwagę transakcje dotyczące nieruchomości pod taki właśnie rodzaj drogi. 
 
Po drugie, przy wycenie nieruchomości na potrzeby odszkodowania obowiązuje tak zwana zasada korzyści (§36 ust. 3 rozporządzenia). Zgodnie z tą zasadą, jeżeli wycena nieruchomości zgodna z celem wywłaszczenia, czyli uwzględniająca przeznaczenie pod budowę drogi, byłaby wyższa niż wycena oparta na rzeczywistym przeznaczeniu nieruchomości, to powinno nastąpić podwyższenie wyceny, jednakże nie więcej niż o 50%. Oznacza to, że w postępowaniu odszkodowawczym, jeżeli wywłaszczona nieruchomość ma przeznaczenie inne niż pod budowę drogi, to zawsze należy dokonywać alternatywnej wyceny z uwzględnieniem przeznaczenia pod realizację inwestycji drogowej, w związku z realizacją której następuje wywłaszczenie. Dopiero wówczas można bowiem przeprowadzić test korzyści i zdecydować czy omawiana zasada znajdzie zastosowanie. 

W praktyce w postępowaniach odszkodowawczych, wyceny bardzo często nie uwzględniają powyższych przepisów. Nagminne jest również dobieranie do porównania niewłaściwych nieruchomości, które wcale nie są nieruchomościami podobnymi. Dlatego tak istotne jest aby czuwać nad prawidłowością wycen i tym samym wysokości odszkodowań, w miarę możliwości przy pomocy profesjonalisty. 
 
 
 
 
 

solidarna odpowiedzialność inwestora za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy robót budowlanych

 
W obrocie prawnym i gospodarczym regułą jest, że roboty budowlane (inwestycje) realizowane są w dużym zakresie przez podwykonawców. Wygląda to w ten sposób, że inwestor zleca wykonanie inwestycji wykonawcy, a ten angażuje podwykonawców do wykonania poszczególnych zakresów prac albo nawet ich całości. Nie jest to w żadnym wypadku zjawisko nieporządne, dzięki niemu więcej podmiotów angażuje się w wykonywanie prac i więcej podmiotów (oraz osób) ma zajęcie, a co za tym idzie - zarobek.

Patrząc na aspekt prawny tego zjawiska, należy oczywiście pamiętać o art. 356§1 Kodeksu cywilnego (k.c.), zgodnie z którym:

Wierzyciel może żądać osobistego świadczenia dłużnika tylko wtedy, gdy to wynika z treści czynności prawnej, z ustawy albo z właściwości świadczenia.

Z drugiej strony, zgodnie z art. 647(1)§1 k.c. w umowie o roboty budowlane strony ustalają zakres robót, które wykonawca będzie wykonywał osobiście lub za pomocą podwykonawców.

To zatem umowa o roboty budowlane jest dokumentem, który określa zakres robót (prac), które będą wykonywać podwykonawcy.

Tyle tytułem wstępu. Niniejszy wpis dotyczy bowiem stricte rozliczenia podwykonawców. Chodzi o sytuacje, w których wykonawcy nie płacą podwykonawcom wynagrodzenia. Oczywiście w grę wchodzi wówczas solidarna odpowiedzialność inwestora, o której mowa w art. 647(1)§5 k.c. Oznacza ona, że jeżeli wykonawca nie ureguluje wynagrodzenia podwykonawcy, za zapłatę tego wynagrodzenia odpowiedzialny będzie inwestor. Co więcej podwykonawca może żądać zapłaty wynagrodzenia nawet od razu od inwestora, nie czekając na to czy wykonawca mu zapłaci, albowiem taką możliwość daje mu solidarna odpowiedzialności za zapłatę tego wynagrodzenia po stronie wykonawcy i inwestora. 

Nawiasem mówiąc inwestor powinien zadbać nie tylko o to, aby odpowiednio określić zakres robót wykonywany przez podwykonawców, ale również o to, aby w odpowiedni sposób uregulować zasady rozliczeń regresowych pomiędzy nim a wykonawcą. W praktyce często spotyka się całkowite roszczenie regresowe, w tym sensie, że jeżeli inwestor ureguluje wynagrodzenie podwykonawcy, może żądać zwrotu całej kwoty od wykonawcy. Jeżeli tego rodzaju postanowień nie będzie w umowie pomiędzy inwestorem a wykonawcą (a wbrew pozorom takie sytuacje się zdarzają) zwrot inwestorowi będzie przysługiwał tylko w połowie (art. 376§1 zdanie drugie k.c.).

Jednakże inwestor nie zawsze będzie ponosił solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy. Będzie tak jedynie wówczas, gdy wyrazi zgodę na zawarcie przez wykonawcę umowy z podwykonawcą. Przyjmuje się bowiem, że taka solidarna odpowiedzialności zachodzi wyłącznie wówczas, gdy zastosowanie znajdzie art. 647(1)§2 k.c., zgodnie z którym:

Do zawarcia przez wykonawcę umowy o roboty budowlane z podwykonawcą jest wymagana zgoda inwestora. Jeżeli inwestor, w terminie 14 dni od przedstawienia mu przez wykonawcę umowy z podwykonawcą lub jej projektu, wraz z częścią dokumentacji dotyczącą wykonania robót określonych w umowie lub projekcie, nie zgłosi na piśmie sprzeciwu lub zastrzeżeń, uważa się, że wyraził zgodę na zawarcie umowy.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż w doktrynie i orzecznictwie trwają spory odnośnie do tego jakie zachowania inwestora i w jakich sytuacjach mogą zostać uznane za zgodę determinującą jego solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawców. Pewne jest za to, że taka zgoda nie przesądza o ważności umowy wykonawcy z podwykonawcą - czyli i bez zgody inwestora wspomniana umowa będzie ważna.

Kiedy zatem inwestor będzie ponosił solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawców? 

W orzecznictwie słusznie wskazuje się, że może zaistnieć jedna z następujących sytuacji (tak na przykład wyrok Sądu Najwyższego z dnia 20 sierpnia 2015 roku, sygnatura akt: II CSK 551/14):

1.
sprzeciw inwestora wobec zawarcia przez wykonawcę umowy z podwykonawcą - nie ma to, co do zasady, żadnego wpływu na to czy wykonawca będzie mógł korzystać z podwykonawców czy też nie, ale w takiej sytuacji inwestor nie będzie ponosił solidarnej odpowiedzialności za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy, którego dotyczy sprzeciw;

2.
zgoda bierna inwestora - chodzi o sytuację z art. 647(1)§2 zdanie drugie k.c., czyli wykonawca przedstawia inwestorowi umowę z podwykonawcą lub jej projekt wraz z częścią dokumentacji dotyczącą prac, które ma wykonać podwykonawca, a inwestor nie zgłasza na piśmie sprzeciwu lub zastrzeżeń, w takiej sytuacji ma inwestor ponosi solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy;

3.
zgoda czynna inwestora wyrażona wprost - inwestor wprost oświadcza, że zgadza się na to, aby dany podwykonawca wykonywał prace, w takiej sytuacji oczywiście inwestor ponosi solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy;

4.
zgoda czynna inwestora wyrażona w sposób dorozumiany - inwestor wprawdzie wprost nie oświadcza, że zgadza się na to, aby dany podwykonawca wykonywał prace, ale zachowuje się w taki sposób, że z jego zachowania wynika, iż na to się zgadza (art. 60 k.c.), w takiej sytuacji inwestor również ponosi solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy.
 
Jak zatem widać z powyższego, omawiana norma jest interpretowana stosunkowo szeroko., a tryb z art. 647(1)§2 zdanie drugie k.c. nie jest uznawany za jedyny sposób doprowadzenia do sytuacji, w której inwestor będzie podnosił solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy. Przeciwnie, orzecznictwo skupia się na art. 647(1)§2 zdanie pierwsze k.c. i na kwestii zgody inwestora, która może być wyrażona zarówno wprost, jak i w sposób dorozumiany.

O ile sprzeciw inwestora i jego zgoda bierna nie budzą większych kontrowersji, o tyle zgoda czynna inwestora, a w szczególności zgoda czynna wyrażona w sposób dorozumiany, wywołują wątpliwości zwłaszcza odnośnie do tego jakie warunki muszą zostać spełnione, aby zgodę czynną dorozumianą inwestora można było uznać za uzasadniającą jego solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy.

Przez szacunek dla czytelników niniejszego wpisu, którzy byli na tyle cierpliwi, że dotarli do tego miejsca, oszczędzę omawiania licznych orzeczeń dotyczących zgody czynnej, a skupię się raczej na konkluzjach, które z nich wynikają. 

Otóż w przypadku zgody czynnej wyrażonej wprost nie stawia się żadnych warunków poza tym, żeby było wiadomo odnośnie do jakiego podwykonawcy inwestor wyraża zgodę. Innymi słowy, jeżeli inwestor wprost zgodzi się, aby dany podwykonawca wykonywał prace, to zawsze będzie ponosił solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia temu podwykonawcy (patrz na przykład: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 24 stycznia 2014 roku, sygnatura akt: V CSK 124/13, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 20 sierpnia 2015 roku, II CSK 551/14). U podstaw takiego poglądu, leży założenie, że skoro inwestor godzi się na danego wykonawcę, to uznaje że ma wystarczająco dużo danych, aby podjąć taką decyzję i nie dzieje mu się krzywda (volenti non fit iniuria). 

W przypadku zgody czynnej wyrażonej w sposób dorozumiany sytuacja jest bardziej skomplikowana. Przyjmuje się, że aby zachowanie inwestora mogło zostać uznane za dorozumianą zgodę na danego podwykonawcę, inwestor musi mieć wiedzę o istotnych postanowieniach umowy pomiędzy wykonawcą a podwykonawcą lub przynajmniej musi mieć możliwość uzyskania takiej wiedzy (patrz na przykład: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 czerwca 2015 roku, sygnatura akt: III CSK 370/14, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 czerwca 2008 roku, sygnatura akt: II CSK 80/08, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 6 października 2010 roku, sygnatura akt: II CSK 210/10,wyrok Sądu Najwyższego z dnia 5 września 2012 roku, sygnatura akt: IV CSK 91/12, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 27 czerwca 2013 roku, sygnatura akt: III CSK 298/12, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 6 lutego 2015 roku, sygnatura akt: II CSK 327/14, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 27 maja 2015 roku, sygnatura akt: II CSK 483/14, wyrok Sądu Najwyższego z dnia 19 czerwca 2015 roku, sygnatura akt: IV CSK 580/14). Nie chodzi przy tym o potencjalną możliwość uzyskania takiej wiedzy, lecz o realną w danej sytuacji możliwość jej uzyskania. Na inwestora nie nakłada się bowiem obowiązku kontrolowania wykonawcy i żądania przedkładania mu umów z podwykonawcami. Jednakże jeżeli przykładowo do inwestora zostanie skierowane pismo informujące go o istotnych postanowieniach umowy z podwykonawcą, to w takiej sytuacji bez wątpienia zostanie stworzona możliwość zapoznania się przez niego z tymi postanowieniami i bez znaczenia będzie to czy faktycznie się z nimi zapozna, czy też nie. Bez znaczenia jest również to z jakiego źródła inwestor uzyska wiedzę (lub możliwość jej uzyskania) i w jakim momencie. Istotne jest za to aby wiedza inwestora lub możliwość jej uzyskania dotyczyła osoby podwykonawcy, zakresu wykonywanych przez niego prac, oraz wysokości jego wynagrodzenia (lub sposobu jego ustalenia). Akurat ta ostatnia kwestia, choć wydaje się kluczowa, budziła największe kontrowersje. W mojej ocenie wiedza o wynagrodzeniu podwykonawcy lub możliwość jej uzyskania jest absolutnie podstawowa. Trudno byłoby bez niej interpretować zachowanie inwestora jako wyrażające zgodę na konkretnego podwykonawcę i zawarcie z nim umowy przez wykonawcę. Wydaje się, że podobne założenie przyjął Sąd Najwyższy wydając uchwałę z dnia 17 lutego 2016 roku (tak tak świeżynka), sygnatura akt: III CZP 108/15, w której stwierdził, iż:

Skuteczność wyrażonej w sposób dorozumiany (art. 60 k.c.) zgody inwestora na zawarcie przez wykonawcę umowy o roboty budowlane z podwykonawcą jest uzależniona od zapewnienia mu możliwości zapoznania się z postanowieniami tej umowy, które wyznaczają zakres jego odpowiedzialności przewidzianej w art. 647[1] § 5 k.c. 

Rzecz jasna, ciężar udowodnienia okoliczności uzasadniających solidarną odpowiedzialność inwestora spoczywa na podwykonawcy domagającemu się zapłaty wynagrodzenia.
 
 
 

notariusz a dowód w trybie art. 248§ Kodeksu postępowania cywilnego

 
 
Niejednokrotnie prowadząc postępowanie cywilne stykamy się z różnymi problemami dowodowymi. Jeden z takich problemów może dotyczyć przeprowadzenia dowodu z dokumentu w postaci umowy zawartej w formie aktu notarialnego. Nie zawsze mamy dostęp do takiego dokumentu, a czasem dostęp ten ograniczony jest tylko do jego fragmentów. 

 
W takiej sytuacji pierwsze co przychodzi do głowy to zastosowanie art. 248§1 Kodeksu postępowania cywilnego zgodnie z którym:

 
Każdy obowiązany jest przedstawić na zarządzenie sądu w oznaczonym terminie i miejscu dokument znajdujący się w jego posiadaniu i stanowiący dowód faktu istotnego dla rozstrzygnięcia sprawy, chyba że dokument zawiera informacje niejawne.
 
Nie ma przy tym problemu, jeżeli taką umową dysponuje druga strona sporu lub osoba trzecia. Zastosowanie wskazanego przepisu oczywiście zobowiązuje taką osobę do przedłużania dokumentu. Pytanie jednak, czy to samo dotyczy notariusza. Często bowiem jedynym pewnym posiadaczem dokumentu jest właśnie on - notariusz. Czy wówczas możemy formułować taki wniosek dowodowy? 
 
Oczywiście nie powinno być żadnych wątpliwości, że odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Dla zastosowania art. 248§1 Kodeksu postępowania cywilnego notariusz nie jest nikim szczególnym. Jednakże ci którzy mieli w tej kwestii jakieś wątpliwości, powinni zostać ostatecznie przekonani przez Sąd Najwyższy, który w uchwale z dnia 18 listopada 2015 roku, sygnatura akt: III CZP 69/15 stwierdził, iż:
 
Obowiązek przedstawienia dokumentu, przewidziany w art. 248§1 k.p.c., dotyczy także notariusza i obejmuje sporządzane przez niego akty notarialne.
 
Rzecz jasna formułując wniosek dowodowy oparty na art. 248§1 Kodeksu postępowania cywilnego, jak zresztą każdy inny, należy zadbać o precyzję (w tym językową) oraz podanie tezy dowodowej. Niestety cały czas kwestie te wywołują spore trudności również profesjonalnym pełnomocnikom, co w skrajnych przypadkach może doprowadzić do przegrania sprawy - znam takie przypadki.

martwe dusze w Krajowym Rejestrze Sądowym i ukryte wywłaszczenie

 
 
Problematyka tak zwanych martwych dusz w Krajowym Rejestrze Sądowym (dalej jako: KRS) wzbudzała liczne kontrowersje od samego początku funkcjonowania KRS. Chodziło o to, że nie było konkretnej procedury umożliwiającej wykreślenie z KRS podmiotów, które faktycznie nie prowadziły działalności, a nie przeprowadziły procedury likwidacyjnej lub innej prowadzącej do ustania bytu prawnego. Owszem przez lata pojawiały się koncepcje na usuwanie takich podmiotów z KRS. Jednak ich skuteczność była delikatnie mówiąc dyskusyjna.
 
 
W związku z tym z zadowoleniem przyjąć należy regulację ustawy o zmianie ustawy o krajowym rejestrze sądowym oraz niektórych innych ustaw z dnia 28 listopada 2014 roku (Dz.U. z 2014 roku, pozycja 1924), która z założenia ma porządkować omawianą kwestię. Regulacja ta budzi jednak również mieszane uczucia, o czym niżej.  
 
Przywołana nowelizacja wprowadziła do ustawy z dnia 20 sierpnia 1997 roku o Krajowym Rejestrze Sądowym (tekst jednolity Dz.U. z 2013 roku, pozycja 1203, dalej jako: ustawa o KRS) między innymi dodatkowe artykuły od 25a do 25e. Zgodnie z tą regulacją, począwszy od jej wejścia w życie w dniu 1 stycznia 2015 roku, sąd rejestrowy z urzędu wszczyna postępowanie o rozwiązanie podmiotu wpisanego do KRS bez przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego jeżeli zaistnienie co najmniej jeden z poniższych przypadków:

 
    1. oddalając wniosek o ogłoszenie upadłości lub umarzając postępowanie upadłościowe, sąd upadłościowy stwierdzi, że zgromadzony w sprawie materiał daje podstawę do rozwiązania bez przeprowadzania postępowania likwidacyjnego - jest to nowa instytucja dodana do ustawy z dnia 28 lutego 2003 roku prawo upadłościowe i naprawcze (Dz.U. z 2012 roku, pozycja 1112);
       
 
    1. oddalono wniosek o ogłoszenie upadłości lub umorzono postępowanie upadłościowe z tego powodu, że majątek niewypłacalnego dłużnika nie wystarcza na zaspokojenie kosztów postępowania;
       
 
    1. wydano postanowienie o odstąpieniu od postępowania przymuszającego lub jego umorzeniu;
 
    1. mimo dwukrotnego wezwania sądu rejestrowego nie wykonano innych obowiązków, o których mowa w art. 24 ust. 1 ustawy o KRS.
 

W toku postępowania o wykreślenie podmiotu wpisanego do KRS bez przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego sąd rejestrowy bada czy zachodzą dwie okoliczności, a mianowicie:
 
 
    1. czy podmiot posiada zbywalny majątek;
 
    1. czy podmiot faktycznie prowadzi działalność.
 
 
O wszczęciu postępowania sąd rejestrowy zawiadamia podmiot, którego dotyczy wniosek - jeżeli jest to możliwe (wpisany aktualny adres oraz istniejący organ uprawniony do reprezentowania podmiotu) oraz zamieszcza ogłoszenie.
 
Jeżeli sąd rejestrowy w toku postępowania dojdzie do przekonania, że dany podmiot nie posiada zbywalnego majątku i nie prowadzi faktycznie działalności, wydaje orzeczenie o rozwiązaniu tego podmiotu bez przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego oraz zarządza jego wykreślenie z KRS. Orzeczenie takie podlega ogłoszeniu. W przeciwnym wypadku postępowanie zostaje umorzone. Umorzeniem powinno zakończyć się również postępowanie, jeżeli pomimo przesłanek do rozwiązania, sąd rejestrowy poweźmie wiadomość, iż zachodzą istotne okoliczności przemawiające przeciwko rozwiązaniu tego podmiotu bez przeprowadzania postępowania likwidacyjnego, w tym w szczególności uzasadnione interesem wierzyciela.
 
Jednakże, co istotne, istnienie niezaspokojonych zobowiązań ciążących na podmiocie wpisanym do KRS lub nieściągalnych wierzytelności nie wyłącza możliwości orzeczenia o rozwiązaniu tego podmiotu bez przeprowadzania postępowania likwidacyjnego,
 
Warto przy tym zwrócić uwagę na regulację art. 25e ustawy o KRSregulacja ta ma bowiem niepostrzeżenie szerszy zakres niż art. od 25a do 25d ustawy o KRS. Z treści art. 25e ust. 1 wynika bowiem, że Skarb Państwa nabywa z mocy prawa, z chwilą wykreślenie podmiotu z KRS, mienie pozostałe po wykreślonym z KRS podmiocie, bez względu na przyczynę wykreślenia - jeżeli mieniem tym nie rozporządził przed wykreśleniem właściwy organ.
 
Powyższa regulacja jest co najmniej kontrowersyjna, albowiem przewiduje de facto wywłaszczenie mienia podmiotów wykreślanych z KRS i ich założycieli (w szczególności wspólników i akcjonariuszy), jeżeli mieniem tym nie rozporządził w inny sposób właściwy organ. Trudno przy tym dociec co ustawodawca miał na myśli wspominając o rozporządzeniu mieniem przez właściwy organ. W szczególności nie wiadomo czy organem tym, będą również likwidatorzy. Ma to kolosalne znaczenie, gdyż okazuje się, że jeżeli spółka wpisana do KRS przeprowadzi likwidację, zaspokoi wierzycieli, a następnie likwidatorzy rozporządzą mieniem na rzecz wspólników i doprowadzą do wykreślenia spółki z KRS, to jeżeli nie zostaną oni uznani za właściwy organ i tak dojdzie do wywłaszczenia mienia spółki.
 
Ponadto powyższa regulacja budzi wątpliwości co do swojej zgodności z Konstytucją, która wywłaszczenie dopuszcza jedynie na cele publiczne i jedynie za słusznym odszkodowaniem (art. 21 ust. 2 Konstytucji).
 
Zgodnie z dalszymi ustępami art. 25e ustawy o KRS Skarb Państwa ponosi odpowiedzialność z nabytego mienia za zobowiązania podmiotu wykreślonego z KRS.
 
Zamiast odszkodowania za wywłaszczenie, mamy natomiast w omawianej sytuacji art. 25e ust. 3 i 4 ustawy o KRS zgodnie z którymi wspólnicy, członkowie spółdzielni i inne osoby uprawnione do udziału w majątku likwidacyjnym mogą dochodzić swoich praw, tylko wtedy gdy reprezentują łącznie co najmniej 2/3 głosów i wykażą, że wszyscy wierzyciele zostali zaspokojeni lub zabezpieczeni. 
Przy czym przez dochodzenie swoich praw należy rozumieć roszczenia windykacyjne i o zapłatę kierowane przeciwko Skarbowi Państwa. Nie wnikając w tym miejscu w szczegóły warto podkreślić, iż dochodzenie roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa wiąże się z określoną specyfiką, bynajmniej nie ułatwiającą dochodzenia tych roszczeń. W tym kontekście wykazanie zaspokojenia lub zabezpieczenia wszystkich wierzycieli może być bardzo problematyczne. Statio fiscii reprezentującym Skarb Państwa w tego rodzaju sporach sądowych będzie starosta właściwy ze względu na ostatnią siedzibę podmiotu wykreślanego z KRS. 
Żeby było jeszcze ciekawiej ustawodawca przewidział, że wspomniane wyżej roszczenia wygasną, jeżeli nie będą dochodzone przeciwko Skarbowi Państwa w terminie roku od chwili nabycia mienia przez Skarb Państwa. 
 
Tym samym zamiast słusznego odszkodowania za wywłaszczenie mamy konieczność wytaczania powództwa przeciwko Skarbowi Państwa oraz wygaśnięcie roszczenia po upływie roku od wykreślenia podmiotu z KRS, jeżeli nie będzie w tym czasie dochodzone. Nie wiadomo przy tym czy i jaki wpływ na bieg terminu wygaśnięcia roszczenia będzie miało ewentualne zawezwanie do próby ugodowej. 
Tego rodzaju mechanizm zagospodarowania mienia i dochodzenia roszczeń powinien w zasadzie rozwiewać wątpliwości co do konstytucyjności omawianego rozwiązania. W mojej ocenie w sposób oczywisty jest ono niezgodne z Konstytucją. Pytanie tylko czy i kiedy Trybunał Konstytucyjny zostanie wywołany do tablicy oraz jak zareaguje.
 
Warto również wspomnieć, że w przypadku wywłaszczania własności nieruchomości lub użytkowania wieczystego, nabycie tych praw stwierdza w drodze decyzji starosta właściwy ze względu na położenie nieruchomości. Ciekawe jest przy tym w jaki sposób organy administracji (starostowie) będą ustalały krąg stron postępowania administracyjnego? Wiadomo natomiast, że data wydania decyzji przez starostę nie ma żadnego wpływu na wygaśnięcie roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa. Oznacza to, że tak jak w przypadku dróg publicznych, decyzje deklaratoryjne mogą być i będą wydawane długo po wygaśnięciu roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa. W związku z tym, może być tak, że osoby zainteresowane dowiedzą się o wywłaszczeniu nieruchomości w momencie, w którym już nie będą mogły dochodzić roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa. 
Uprzedzając ewentualne pytania od razu wskażę, że tego rodzaju mechanizm Trybunał Konstytucyjny uznał już za... zgodny z Konstytucją wyrokiem z dnia 19 maja 2011 roku, sygnatura akt: K 20/09 wydanym na kanwie art. 73 ust. 4 ustawy z dnia 13 października 1998 roku przepisy wprowadzające ustawy reformujące administrację publiczną (Dz.U. numer 133, pozycja 872, ze zmianami).
 
Dokonując podsumowania należy stwierdzić, że po raz kolejny ustawodawca zaserwował nam danie składające się ze znośnego kotleta i zgniłego jaja w postaci zakamuflowanego wywłaszczenia ukrytego pośród przepisów dotyczących instytucji rozwiązania podmiotu bez przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego.

członek zarządu jako pełnomocnik spółki

Świadcząc usługi prawne na rzecz spółek, prowadząc działalność gospodarczą w ich formie, pełniąc funkcję w organach spółek albo chociażby interesując się bliżej problematyką działalności gospodarczej, z pewnością zastanawialiście się czy członek zarządu spółki, może być jej pełnomocnikiem? 
W praktyce często zdarza się, że przy zarządzie wieloosobowym i reprezentacji łącznej, jeden lub niektórzy członkowie zarządu faktycznie nie są w stanie działać w danym momencie. Stan taki może mieć różne przyczyny dotyczące członka lub członków zarządu: choroba, urlop, prowadzenie działalności w odległym od innych członków zarządu miejscu. Chodzi zatem o sytuację, w której w spółce jest zarząd co najmniej dwuosobowy i jednocześnie istnieje obowiązek współdziałania dwóch członków zarządu, w tym sensie, że do dokonania czynności prawnej w imieniu spółki wymagane jest łączne działanie co najmniej dwóch członków zarządu (reprezentacja łączna). Czy przy takiej konstrukcji zasad reprezentacji, możliwe jest udzielenie pełnomocnictwa jednemu tylko członkowi zarządu?
 
W mojej ocenie tak. 
 
Wprawdzie niektórzy uważają, że poprzez udzielenie pełnomocnictwa dochodzi do obejścia przepisów lub postanowień statutu (umowy spółki) dotyczących zasad reprezentacji, jednak uważam, że jest to stanowisko zbyt daleko idące. Pełnienie funkcji członka zarządu jest bowiem czy innym niż działanie w charakterze pełnomocnika. Oczywiście w obu przypadkach mamy do czynienia z reprezentowaniem spółki, jednak, co bardzo istotne, na innej podstawie: albo na podstawie powołania do pełnienia funkcji członka zarządu spółki albo na podstawie umocowania udzielonego przez samą spółkę. Jeżeli zatem spółka - zgodnie z zasadami reprezentacji - udzieli pełnomocnictwa do działania w jej imieniu i na jej rzecz określonej osobie, to osoba ta uzyskuje umocowanie od samej spółki do działania w charakterze pełnomocnika. Umocowanie takie może zostać udzielone każdej osobie, a więc także członkowi zarządu. Brak przy tym jakichkolwiek regulacji, które podważałyby skuteczność takiej czynności. Brak również dostatecznych argumentów, które pozwalałyby ją uznać za prowadzącą do obejścia prawa. Sam fakt, że pełnomocnik jest równocześnie członkiem zarządu, to w mojej ocenie zdecydowanie za mało. Skoro bowiem pełnomocnikiem może być nawet osoba nie mająca żadnej wiedzy i doświadczenia związanych z działaniem spółki, to dlaczego nie mogłaby nim być osoba, która ma pełnię takiej wiedzy i doświadczenia. Przyjęcie takiej koncepcji nie ma po prostu sensu. 
Również argument praktyczny przemawia za dopuszczalnością uczynienia członka zarządu pełnomocnikiem spółki. Jest to bowiem najlepsze rozwiązanie w przypadku braku możliwości faktycznego współdziałania w danym momencie dwóch lub więcej członków zarządu.
 
Warto przy tym pamiętać, że zasadniczo mamy trzy rodzaje pełnomocnictwa (art. 98 k.c.): o
 
 
 
    • ogólne - do czynności zwykłego zarządu,
    • rodzajowe - do określonego rodzaju czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu,
    • szczególne - do konkretnych czynności.
 
 
W orzecznictwie nie budzi już wątpliwości, że członek zarządu może być pełnomocnikiem na podstawie pełnomocnictwa szczególnego (uchwała Sądu Najwyższego z dnia 23 sierpnia 2006 roku, sygnatura akt: III CZP 68/06), a także rodzajowego (stosunkowo świeża uchwała Sądu Najwyższego z dnia 24 kwietnia 2014 roku, sygnatura akt: III CZP 17/14). 
Brak natomiast jednoznacznej wypowiedzi dotyczącej pełnomocnictwa ogólnego. Jednak w mojej ocenie dokładnie te same względy przemawiają za uznaniem dopuszczalności udzielenia pełnomocnictwa szczególnego i rodzajowego, jak i ogólnego. Ponadto w praktyce poszczególne pełnomocnictwa łączą w sobie niektóre lub nawet wszystkie trzy rodzaje: ogólne, rodzajowe i szczególne. Trudno byłoby zatem rozdzielać część pełnomocnictwa, która miałaby być skuteczna od tej części która miałaby być nieskuteczna. Jeszcze trudniej byłoby uznawać pełnomocnictwo za nieskuteczne w zakresie umocowującym do dokonywania czynności zwykłego zarządu, przy jednoczesnym uznaniu skuteczności pełnomocnictwa w zakresie czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu. Skoro dopuszczalność pełnomocnictwa w zakresie czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu nie budzi wątpliwości, to tym bardziej wątpliwości nie powinna budzić dopuszczalność pełnomocnictwa w zakresie czynności zwykłego zarządu (argument a fortiori).
 
Należy przy tym zwrócić uwagę, że w przypadku zarządu dwuosobowego, udzielenie pełnomocnictwa jednemu członkowi zarządu nie będzie wymagało zachowania szczególnych wymogów. Zarówno art. 210§1 k.s.h. (spółka z ograniczoną odpowiedzialnością), jak i art 379§1 k.s.h. (spółka akcyjna) wymaga bowiem zachowania szczególnego sposobu działania jedynie w przypadku umów spółki z członkiem zarządu, a nie w przypadku czynności jednostronnych, do których zalicza się udzielenie pełnomocnictwa. W związku z tym pełnomocnictwo dla członka zarządu, w przypadku zarządu dwuosobowego, powinno być podpisane po prostu przez dwóch członków zarządu, czyli również przez osobę, której pełnomocnictwo zostaje udzielone.

długość postępowania administracyjnego 

 
Długość niektórych postępowań administracyjnych w Polsce jest zatrważająca. Część z tych postępowań prowadzona jest owszem - szybko i sprawnie, dotyczy do głównie postępowań przed tak zwanymi organami nadzorującymi lub regulacyjnymi. Gorzej rzecz ma się z innymi rodzajami postępowań, przykładowo z postępowaniami podatkowymi, dotyczącymi kwestii odszkodowań czy też o zwrot nieruchomości:
 
Poniżej przykład z mojego podwórka.
 
 
 
Sprawę prowadzę już przez ponad 7 lat. W tym czasie wydane zostały 3 decyzje organu pierwszej instancji i 3 decyzje organu drugiej instancji. Teraz sprawa trafi do organu pierwszej instancji.... żeby mógł ją rozpatrzyć po raz 4 - może tym razem uda się wydać prawidłową decyzje.
 
W takim momencie musi zrodzić się pytanie, czy tak powinno być. Zwłaszcza, że k.p.a. przewiduje, iż rozpatrzenie nawet najbardziej skomplikowanej sprawy nie powinno w pierwszej instancji zajmować dłużej niż 2 miesiące (art. 35§3 k.p.a). Niestety w przypadku niektórych spraw administracyjnych przepis ten jest całkowicie martwy. 
 
Mam nadzieję, że opisywaną w prasie sprawę wygram. Jestem bowiem wręcz przekonany, o słuszności argumentacji Wnioskodawców... tyle tylko, że będzie wówczas prawdopodobnie 10 rok od złożenia wniosku... W tym czasie wydano przynajmniej 3 błędne decyzje w pierwszej instancji. Sprawa dotyczy wprawdzie nieruchomości bardzo istotnej z punktu widzenia miasta, ale z drugiej strony - pod względem prawnym - nie jest jakaś szczególnie skomplikowana. Tym niemniej wnioskodawcy zamiast uzyskać nieruchomość powiedzmy po roku od rozpoczęcia postępowania, odzyskają ją (jak dobrze pójdzie) po 10 latach od rozpoczęcia postępowania. 
 
Niestety polskie ustawodawstwo nie przewiduje realnie żadnej odpowiedzialności za tego rodzaju prowadzenie postępowania administracyjnego. Ustawę o odpowiedzialności majątkowej urzędników należy bowiem traktować raczej w kategoriach humorystycznych, aniżeli jako realną możliwość uzyskania jakiegokolwiek odszkodowania. Polecam choćby artykuł kryjący się pod poniższym linkiem:
 
 
Trudno pogodzić się z takim stanem rzeczy, ale niestety nie łudzę się specjalnie, aby w najbliższym czasie coś miało się w opisywanej kwestii zmienić.
 
Pozostaje więc cały czas liczyć na Europejski Trybunał Praw Człowieka, który od czasu do czasu piętnuje takie prowadzenie spraw administracyjnych. 
 

spółki osobowe - zysk ze spraw niezakończonych

Rozliczenie z występującym wspólnikiem w spółkach osobowych to temat, w którym zdecydowanie więcej jest niewiadomych niż wiadomych. 
 
Wydawałoby się, że art. 65 k.s.h. nie jest specjalnie skomplikowany, a występujący wspólnik:
 
- powinien otrzymać wypłatę udziału kapitałowego w pieniądzu,
- powinien otrzymać zwrot rzeczy wniesionych do spółki tylko do używania,
- uczestniczy w zysku spółki ze spraw jeszcze niezakończonych.
 
Tyle podręcznikowej teorii. Wystarczy bowiem, że wyobrazimy sobie, że piszemy pozew lub odpowiedź na pozew. Nawet brak wybujałej wyobraźni, pozwala dostrzec, że... zaczynają się schody. 
 
Okazuje się bowiem, że udział kapitałowy... to nie udział kapitałowy, a przynajmniej nie ten, o którym mowa w art. 50§1 k.s.h. To jednak materiał na osobny post, który zapewne kiedyś powstanie. 
 
Co więcej, nie do końca wiadomo co oznacza wniesienie rzeczy do spółki tylko do używania
 
No i w końcu zupełnie nie wiadomo co oznacza uczestniczenie w zysku spółki ze spraw jeszcze niezakończonych. Wiadomo natomiast, że regulacja zapewniająca taki udział w zysku jest powszechnie krytykowana jako niezrozumiała, niepotrzebna i niczym nieuzasadniona. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której jeden wspólnik występuje ze spółki, spółka działa dalej i jeżeli dobrze sobie radzi, to osiąga zysk, a ów wspólnik - który już nie jest wspólnikiem - ma uczestniczyć w zysku spółki ze spraw jeszcze niezakończonych. Występujący wspólnik uczestniczy również w stracie z takich spraw - ale to także osobny temat. Tak czy inaczej, wydaje się, że wystąpienie ze spółki, która osiąga dalej zyski, może być bardzo opłacalne. Były wspólnik nie angażuje się bowiem w ogóle w prowadzenie jej spraw, nie ma wręcz prawa, ani obowiązku ich prowadzenia, a i tak ma prawo do części zysku wypracowanego przez spółkę. Omawiana regulacja jest zatem, delikatnie mówiąc, bardzo dyskusyjna. Nie zmienia to jednak faktu, że na dzień dzisiejszy - trzeba sobie jakoś radzić - i przynajmniej spróbować ustalić, o co może racjonalnie chodzić w uczestniczeniu w zysku spółki ze spraw jeszcze niezakończonych. 

Po pierwsze, uczestniczenie w zysku ze spraw jeszcze niezakończonych powinno następować w takich proporcjach, w jakich występujący wspólnik uczestniczyłby w zysku z tych spraw, gdyby dalej był wspólnikiem. Może się bowiem okazać, że zgodnie z regulacją spółki, wspólnik w ogóle nie uczestniczyłby z zysku z danej sprawy. Trudno byłoby w takiej sytuacji uznać, że wprawdzie jako wspólnikowi zysk nie przypadałby takiej osobie, jednak przypadnie jej, jako byłemu wspólnikowi, jeżeli tylko zysk zostanie osiągnięty po wystąpieniu ze spółki.

Po drugie - co to są sprawy i zysk z tych spraw? W działalności gospodarczej bardzo trudno ustalić czym jest konkretna "sprawa" i czym jest "zysk" z takiej sprawy. Wydaje się, że jako sprawę można rozumieć konkretną umowę, która generuje określony przychód. Przychód staje się zaś zyskiem z takiej sprawy, jeżeli przewyższa koszt związany z wykonywaniem umowy. Okazuje się zatem, że spółka może osiągać zysk z określonych spraw (jeszcze niezakończonych)... ale ogólnie może osiągać stratę (z uwagi na straty z nowych spraw). W takiej sytuacji, teoretycznie, występującemu wspólnikowi będzie przysługiwało roszczenie o część zysku ze spraw niezakończonych w momencie jego wystąpienia. Celowo używam jednak określenia "teoretycznie", gdyż w mojej ocenie w taki sposób omawiany przepis nie może być interpretowany. Nie może być bowiem tak, że wspólnicy pozostający w spółce nie będą uczestniczyli w podziale zysku - gdyż go po prostu nie będzie z uwagi na ogólną stratę spółki, a były wspólnik będzie miał roszczenie o wypłatę części zysku ze spraw jeszcze niezakończonych. Innymi słowy, żeby byłemu wspólnikowi przysługiwało w ogóle roszczenie, spółka powinna osiągnąć w danym okresie zysk, a nie stratę.
 
Po trzecie - co rozumieć przez sprawy niezakończone? Czy chodzi o wszystkie umowy zawarte przed wystąpieniem wspólnika ze spółki, które nie zostały jeszcze zakończone? W mojej ocenie nie. Jeżeli bowiem umowa dotyczy świadczeń okresowych, czyli takich, które są wykonywane w kolejnych okresach, za które przysługuje wynagrodzenie, to trudno taką umowę traktować jako sprawę niezakończoną. Przecież każdy kolejny okres, za który spółce przysługuje wynagrodzenie, będzie wykonywany bez jakiegokolwiek udziału wspólnika, który wystąpił z tej spółki. W takiej sytuacji każdy kolejny okres, będzie stanowił de facto nową sprawę - ze swoimi kosztami i przychodami. Podobnie jest w przypadku umów dotyczących świadczeń o charakterze ciągłym. W ich przypadku również bowiem sam upływ czasu ma istotne znaczenie, w tym sensie, że wysokość uzyskiwanego wynagrodzenia lub innego przychodu zależy od wykonywania umowy przez dalszy czas. 
W związku z tym wydaje się, że sprawy niezakończone w rozumieniu art. 65§5 k.s.h. to wyłącznie sprawy ze świadczeniem jednorazowym, którego wykonanie jest rozciągnięte w czasie - rozpoczęło się przed wystąpieniem wspólnika, a zakończyło się i wygenerowało określony przychód po jego wystąpieniu. Przykładem takich umów są umowy na roboty budowlane czy umowy o dzieło.

Po czwarte, jak długo wspólnik, który wystąpił zachowuje prawo do uczestniczenia w zysku spółki ze spraw jeszcze niezakończonych. Na dzień dzisiejszy odpowiedzieć można wyłącznie, że tak długo - jak długo będą istniały sprawy niezakończone. Dopiero w momencie zakończenia wszystkich spraw niezakończonych (w rozumieniu - jak wyżej) spółka będzie mogła uwolnić się od roszczeń byłego wspólnika. Oby tylko w tym momencie nie wystąpił ze spółki kolejny wspólnik.
 
To tylko zupełnie podstawowe problemy związane z samym prawem do uczestniczenia w zysku ze spraw jeszcze niezakończonych. W praktyce problemów tych jest bowiem znacznie więcej - tym więcej, im bardziej będziemy zagłębiać się w temat.
Z uwagi na skalę tych problemów i generalny brak racjonalnego uzasadnienia dla funkcjonowania omawianej normy w porządku prawnym, pewne jest, że roszczenia oparte na tej normie, to roszczenia, przed którymi obrona bardzo często będzie mogła zostać skutecznie oparta na zarzutach z art. 5 k.c.

rola biegłego w postępowaniu cywilnym

 
 
 
 
Postępowanie cywilne jest specyficznym postępowaniem, w którym kluczową rolę odgrywa, a przynajmniej z założenia powinna, aktywność stron. Wszak jest to proces kontradyktoryjny, w którym sąd jest w zasadzie obserwatorem potyczki stron i ich walki na argumenty oraz dowody, dokonującym na końcu obiektywnej oceny tego co obserwował.
 
 
Czasem jednak może dochodzić do wypaczenia zasady kontradyktoryjności i głównym winowajcą bywa w takim wypadku biegły, a raczej sąd akceptujący jego opinię, sporządzoną w określony sposób. 
Chodzi mianowicie o sytuację, w której strona powodowa, dochodząc przykładowo odszkodowania, przedkłada rachunki, faktury, paragony i inne tego rodzaju materiały - nie dość, że niekompletne, to jeszcze bez szczegółowych twierdzeń dotyczących stanu faktycznego. Strona powodowa wnosi ponadto o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego - na okoliczność wysokości szkody. Nie każdy sąd się na to nabiera, ale zwykle niestety się nabiera, wówczas powołuje biegłego, a ten... zwraca się do strony powodowej o dodatkowe wyjaśnienia i materiały niezbędne do sporządzenia opinii, po czym wydaje opinię, w której oblicza wysokość szkody. Następnie strona pozwana nieśmiało próbuje kwestionować poszczególne wyliczenia zawarte w opinii - z różnym skutkiem, a na koniec sąd wydaje orzeczenie opierając się na opinii biegłego - uzupełnionej na skutek starań strony pozwanej lub nie.
 
Tak to wygląda w bardzo wielu sprawach sądowych i dotyczy nie tylko wysokości szkody, ale także innych kwestii, jak choćby nakładów na nieruchomość czy na majątek wspólny. 
 
Powstaje jednak pytanie, czy taki sposób procedowania jest prawidłowy i czy roszczenie strony powodowej powinno zostać uwzględnione w takim zakresie, jaki wynika z opinii biegłego.
 
W mojej ocenie odpowiedź powinna być jednoznaczna - nie taki sposób procedowania nie jest prawidłowy, a strona pozwana powinna w takiej sytuacji bić wręcz na alarm, albowiem proces prowadzony jest de facto poza nią.
 
Nie tyle chodzi przy tym o  ewentualną nieprawidłowość obliczeń biegłego, lecz o to że w opisanym przypadku to biegły prowadzi postępowanie dowodowe, a to - samo w sobie - stanowi wypaczenie zasady kontradyktoryjności. Biegły powinien bowiem oprzeć się wyłącznie na materiale zgromadzonym w aktach sprawy i przedłożonych przez strony (głównie przez stronę powodową) materiałach. Nie powinien jednak zwracać się do strony powodowej (ani pozwanej) o dodatkowe wyjaśnienia i materiały, albowiem nie to jest jego rolą. Biegły ma bowiem dostarczyć wiadomości specjalnych, ale nie na podstawie własnego postępowania dowodowego, lecz na podstawie analizy materiału znajdującego się w aktach sprawy. Jeżeli biegły uznaje, że materiał zgromadzony w aktach sprawy jest niewystarczający, to winien odmówić sporządzenia opinii wskazując na taką właśnie okoliczność, a nie samemu gromadzić dowody. 
 
Przyglądając się temu problemowi nieco dokładniej można zauważyć, że:

- Postępowanie dowodowe prowadzone przez biegłego nie ma nawet cech procesu kontradyktoryjnego, lecz cechy procesu inkwizycyjnego - to biegły zwraca się bowiem o wyjaśnienia i materiały do strony powodowej.

- Postępowanie dowodowe prowadzone przez biegłego prowadzi do przerzucenia ciężaru dowodu ze strony powodowej na biegłego. To biegły bowiem, a nie strona powodowa, wykazuje inicjatywę. 

- Postępowanie dowodowe prowadzone przez biegłego toczy się zwykle wyłącznie w kierunku wykazania zasadności ewentualnych roszczeń strony powodowej. Biegły nie zwraca się bowiem zwykle do strony pozwanej o przekazywanie informacji lub powoływanie dowodów, które mogłyby zaprzeczać twierdzeniom strony powodowej. 

- Postępowanie dowodowe prowadzone przez biegłego toczy się zwykle bez udziału strony pozwanej. Strona pozwana nie wie bowiem co konkretnie przedstawia biegłemu strona powodowa, ani nawet jaką formę mają informacje i materiały przedkładane przez tę stronę biegłemu. Przy czym udzielanie informacji w tym trybie stanowi quasi dowód z zeznań świadka lub strony, przeprowadzany w formie ustnej, pisemnej lub email - przez biegłego. 

- Postępowanie dowodowe prowadzone przez biegłego toczy się zwykle na zakończenie postępowania dowodowego przez sądem. Tym samym następuje to w sytuacji, w której nowe twierdzenia i dowody strony powodowej powinny być uznane za spóźnione w świetle art. 207§3 k.p.c. w związku z art. 6§2 k.p.c., lub wręcz w sytuacji, w której wobec strony powodowej upłynął termin z art. 207§3 k.p.c. (w brzmieniu sprzed zmiany tego artykułu).

Powyższe przekonuje o nieprawidłowości omawianego sposobu procedowania. Raz jeszcze podkreślić należy, że biegły nie jest od ustalania stanu faktycznego i gromadzenia materiału dowodowego, lecz od udzielenia wiadomości specjalnych na podstawie materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie. Identyczny pogląd wyrażony bywa w orzecznictwie, przykładowo: w uzasadnieniu wyroku Sądu Najwyższego z dnia 24 maja 2013 roku, sygnatura akt: II CSK 558/11, uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 15 stycznia 2014 roku, sygnatura akt: V ACa 756/13, uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 12 lipca 2013 roku, sygnatura akt: V ACa 25/13.
 
Na koniec trzeba sobie zadać pytanie, czy strona powodowa zawsze powinna wiedzieć, co będzie potrzebne biegłemu do dokonania obliczeń? 
Zwykle da się to łatwo przewidzieć, a pewnym minimum powinno być sformułowanie przez stronę powodową szczegółowych twierdzeń dotyczących przedkładanych materiałów. Jednak w przypadku spraw szczególnie skomplikowanych możliwe jest sformułowanie dwóch wniosków o dowód z opinii biegłego. Pierwszy prowadzący do sporządzenia opinii na temat tego jakie materiały są konieczne do dokonania obliczeń oczekiwanych przez stronę powodową i drugi prowadzący do sporządzenia opinii zawierającej obliczenia. Może wydaje się to na pierwszy rzut oka dosyć dziwne, ale po pierwsze - jest ze wszech miar prawidłowe, a po drugie - w praktyce doskonale działa.
 

ważna nowelizacja ustawy zabużańskiej

 
Z dniem 27 lutego 2014 roku weszła w życie nowelizacja ustawy z dnia 8 lipca 2005 roku o realizacji prawa do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza obecnymi granicami Rzeczypospolitej Polskiej - czyli tak zwanej ustawy zabużańskiej.

Jest to bardzo ważna nowelizacja, wprowadzona na skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 23 października 2012 roku dotyczącego art. 2 pkt 1 ustawy zabużańskiej. Chodzi o to, że Trybunał Konstytucyjny słusznie uznał, iż uzależnienie przyznania prawa do rekompensaty od zamieszkiwania w dniu 1 września 1939 roku na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest niezgodne z Konstytucją. Upraszczając argumentację Trybunału Konstytucyjnego - tego rodzaju wymóg został uznany za zbyt restrykcyjny, a owa restrykcyjność za nieznajdującą oparcia w normach konstytucyjnych.

Jakie zmiany wprowadza nowelizacja, która weszła w życie w dniu 27 lutego 2014 roku?

Tak było.

Aby uzyskać prawo do rekompensaty, niezbędne było wykazanie, że na dzień 1 września 1939 roku, właściciel mienia zamieszkiwał na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Wymóg ten interpretowano w taki sposób, że niezbędne było wykazanie, iż właściciel nieruchomości miał miejsce zamieszkania na owym terytorium. Jednakże - i tu kryje się napiętnowana przez Trybunał Konstytucyjny restrykcyjność - przez miejsce zamieszkania rozumiano jedno miejsce. Chodziło bowiem o miejsce koncentracji głównej aktywności życiowej rozumiane zgodnie z art. 25 k.c., jako miejscowość, w której dana osoba przebywała z zamiarem stałego pobytu. 

W praktyce, wykazanie zamieszkiwania na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej było bardzo trudne - albo z uwagi na brak jednoznacznych dowodów, albo z uwagi na fakt, że dana osoba mogła przebywać w różnych okresach poprzedzających wybuch II Wojny Światowej, w różnych miejscach, w których koncentrowały się jej różne aktywności - zawodowa, naukowa, osobista.
 
Tak jest.

Obecna regulacja wprost wskazuje, że konieczne jest, aby właściciel nieruchomości miał miejsce zamieszkania (a nie aby zamieszkiwał), na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Jednakże tym razem wskazano, że chodzi o miejsce zamieszkania rozumiane zgodnie z przepisami obowiązującymi na 1939 rok. Analiza tych przepisów prowadzi do wniosku, że wówczas możliwe było posiadanie kilku miejsc zamieszkania.

Jak wskazano w uzasadnieniu senackiego projektu ustawy nowelizującej (druk numer 1685):

Projektowana zmiana sprowadza się do tego, że w miejsce dotychczasowego wymogu zamieszkiwania na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 1 września 1939 r. wprowadzona zostanie przesłanka miejsca zamieszkania na wymienionych terenach, której spełnienie będzie oceniane z uwzględnieniem przepisów obowiązujących we wskazanej wyżej dacie, tj. przepisów dopuszczających posiadanie kilku miejsc zamieszkania [...]

W następstwie projektowanej nowelizacji wzrośnie zatem liczba beneficjentów, gdyż jej zakresem podmiotowym zostaną objęte także te osoby, które (lub których spadkodawcy) na kresach wschodnich miały jedynie "dodatkowe" miejsce zamieszkania.

Dodatkowy termin na złożenie wniosku.

Bardzo ważne jest, że omawiana nowelizacja łagodząc wymogi w omawianym zakresie, nie pozostawia samym sobie, osób które nie złożyły wniosków z uwagi na restrykcyjność przesłanki zamieszkiwania lub których wnioski zostały rozpoznane odmownie z uwagi na tę przesłankę.

Zgodnie z nowelą, do dnia 27 sierpnia 2014 roku możliwe będzie złożenie nowego wniosku. Niezbędne będzie jednak wykazanie, że:

na ocenę spełnienia przez nie wymogu zamieszkiwania w dniu 1 września 1939 r. na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej mają wpływ zmiany dokonane niniejszą ustawą

Powyższe stwierdzenie nie jest niestety jednoznaczne. 

Na pewno chodzi o takie sprawy, w których dotychczas obowiązująca przesłanka zamieszkiwania nie była spełniona z uwagi na fakt, że właściciel nieruchomości miał kilka miejsc zamieszkania, lecz po zmianie przepisów będzie spełniona.

Jednakże kierując się interpretacją zdroworozsądkową i prokonstytucyjną należałoby uznać, że skuteczne złożenie wniosku będzie także możliwe we wszystkich tych przypadkach, w których zachodziły trudności w wykazaniu, że jedynym miejscem zamieszkania właściciela nieruchomości była miejscowość położona na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i z uwagi na powyższe zdecydowano aby nie składać wniosku o przyznanie prawa do rekompensaty w pierwotnie obowiązującym terminie, czyli do dnia 31 grudnia 2008 roku.Obecnie trudności te nie będą miały znaczenia, albowiem możliwe jest uzyskanie rekompensaty również w sytuacji, w której miejscowość położona na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej była po prostu jednym z miejsc zamieszkania, a nie jedynym miejscem zamieszkania. Tym samym dowody na to, że owa miejscowość stanowiła jedyne miejsce zamieszkania, nie są już potrzebne.

Możliwe będzie także złożenie wniosku o wznowienie postępowania, jeżeli wcześniej złożony wniosek został rozpoznany odmownie z tego powodu, że nie był spełniony wymóg zamieszkiwania. I w tym wypadku obowiązuje termin do dnia 27 sierpnia 2014 roku.

formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

obserwatorzy

Copyright © paragrafowanie