martwe dusze w Krajowym Rejestrze Sądowym i ukryte wywłaszczenie

 
 
Problematyka tak zwanych martwych dusz w Krajowym Rejestrze Sądowym (dalej jako: KRS) wzbudzała liczne kontrowersje od samego początku funkcjonowania KRS. Chodziło o to, że nie było konkretnej procedury umożliwiającej wykreślenie z KRS podmiotów, które faktycznie nie prowadziły działalności, a nie przeprowadziły procedury likwidacyjnej lub innej prowadzącej do ustania bytu prawnego. Owszem przez lata pojawiały się koncepcje na usuwanie takich podmiotów z KRS. Jednak ich skuteczność była delikatnie mówiąc dyskusyjna.
 
 
W związku z tym z zadowoleniem przyjąć należy regulację ustawy o zmianie ustawy o krajowym rejestrze sądowym oraz niektórych innych ustaw z dnia 28 listopada 2014 roku (Dz.U. z 2014 roku, pozycja 1924), która z założenia ma porządkować omawianą kwestię. Regulacja ta budzi jednak również mieszane uczucia, o czym niżej.  
 
Przywołana nowelizacja wprowadziła do ustawy z dnia 20 sierpnia 1997 roku o Krajowym Rejestrze Sądowym (tekst jednolity Dz.U. z 2013 roku, pozycja 1203, dalej jako: ustawa o KRS) między innymi dodatkowe artykuły od 25a do 25e. Zgodnie z tą regulacją, począwszy od jej wejścia w życie w dniu 1 stycznia 2015 roku, sąd rejestrowy z urzędu wszczyna postępowanie o rozwiązanie podmiotu wpisanego do KRS bez przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego jeżeli zaistnienie co najmniej jeden z poniższych przypadków:

 
    1. oddalając wniosek o ogłoszenie upadłości lub umarzając postępowanie upadłościowe, sąd upadłościowy stwierdzi, że zgromadzony w sprawie materiał daje podstawę do rozwiązania bez przeprowadzania postępowania likwidacyjnego - jest to nowa instytucja dodana do ustawy z dnia 28 lutego 2003 roku prawo upadłościowe i naprawcze (Dz.U. z 2012 roku, pozycja 1112);
       
 
    1. oddalono wniosek o ogłoszenie upadłości lub umorzono postępowanie upadłościowe z tego powodu, że majątek niewypłacalnego dłużnika nie wystarcza na zaspokojenie kosztów postępowania;
       
 
    1. wydano postanowienie o odstąpieniu od postępowania przymuszającego lub jego umorzeniu;
 
    1. mimo dwukrotnego wezwania sądu rejestrowego nie wykonano innych obowiązków, o których mowa w art. 24 ust. 1 ustawy o KRS.
 

W toku postępowania o wykreślenie podmiotu wpisanego do KRS bez przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego sąd rejestrowy bada czy zachodzą dwie okoliczności, a mianowicie:
 
 
    1. czy podmiot posiada zbywalny majątek;
 
    1. czy podmiot faktycznie prowadzi działalność.
 
 
O wszczęciu postępowania sąd rejestrowy zawiadamia podmiot, którego dotyczy wniosek - jeżeli jest to możliwe (wpisany aktualny adres oraz istniejący organ uprawniony do reprezentowania podmiotu) oraz zamieszcza ogłoszenie.
 
Jeżeli sąd rejestrowy w toku postępowania dojdzie do przekonania, że dany podmiot nie posiada zbywalnego majątku i nie prowadzi faktycznie działalności, wydaje orzeczenie o rozwiązaniu tego podmiotu bez przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego oraz zarządza jego wykreślenie z KRS. Orzeczenie takie podlega ogłoszeniu. W przeciwnym wypadku postępowanie zostaje umorzone. Umorzeniem powinno zakończyć się również postępowanie, jeżeli pomimo przesłanek do rozwiązania, sąd rejestrowy poweźmie wiadomość, iż zachodzą istotne okoliczności przemawiające przeciwko rozwiązaniu tego podmiotu bez przeprowadzania postępowania likwidacyjnego, w tym w szczególności uzasadnione interesem wierzyciela.
 
Jednakże, co istotne, istnienie niezaspokojonych zobowiązań ciążących na podmiocie wpisanym do KRS lub nieściągalnych wierzytelności nie wyłącza możliwości orzeczenia o rozwiązaniu tego podmiotu bez przeprowadzania postępowania likwidacyjnego,
 
Warto przy tym zwrócić uwagę na regulację art. 25e ustawy o KRSregulacja ta ma bowiem niepostrzeżenie szerszy zakres niż art. od 25a do 25d ustawy o KRS. Z treści art. 25e ust. 1 wynika bowiem, że Skarb Państwa nabywa z mocy prawa, z chwilą wykreślenie podmiotu z KRS, mienie pozostałe po wykreślonym z KRS podmiocie, bez względu na przyczynę wykreślenia - jeżeli mieniem tym nie rozporządził przed wykreśleniem właściwy organ.
 
Powyższa regulacja jest co najmniej kontrowersyjna, albowiem przewiduje de facto wywłaszczenie mienia podmiotów wykreślanych z KRS i ich założycieli (w szczególności wspólników i akcjonariuszy), jeżeli mieniem tym nie rozporządził w inny sposób właściwy organ. Trudno przy tym dociec co ustawodawca miał na myśli wspominając o rozporządzeniu mieniem przez właściwy organ. W szczególności nie wiadomo czy organem tym, będą również likwidatorzy. Ma to kolosalne znaczenie, gdyż okazuje się, że jeżeli spółka wpisana do KRS przeprowadzi likwidację, zaspokoi wierzycieli, a następnie likwidatorzy rozporządzą mieniem na rzecz wspólników i doprowadzą do wykreślenia spółki z KRS, to jeżeli nie zostaną oni uznani za właściwy organ i tak dojdzie do wywłaszczenia mienia spółki.
 
Ponadto powyższa regulacja budzi wątpliwości co do swojej zgodności z Konstytucją, która wywłaszczenie dopuszcza jedynie na cele publiczne i jedynie za słusznym odszkodowaniem (art. 21 ust. 2 Konstytucji).
 
Zgodnie z dalszymi ustępami art. 25e ustawy o KRS Skarb Państwa ponosi odpowiedzialność z nabytego mienia za zobowiązania podmiotu wykreślonego z KRS.
 
Zamiast odszkodowania za wywłaszczenie, mamy natomiast w omawianej sytuacji art. 25e ust. 3 i 4 ustawy o KRS zgodnie z którymi wspólnicy, członkowie spółdzielni i inne osoby uprawnione do udziału w majątku likwidacyjnym mogą dochodzić swoich praw, tylko wtedy gdy reprezentują łącznie co najmniej 2/3 głosów i wykażą, że wszyscy wierzyciele zostali zaspokojeni lub zabezpieczeni. 
Przy czym przez dochodzenie swoich praw należy rozumieć roszczenia windykacyjne i o zapłatę kierowane przeciwko Skarbowi Państwa. Nie wnikając w tym miejscu w szczegóły warto podkreślić, iż dochodzenie roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa wiąże się z określoną specyfiką, bynajmniej nie ułatwiającą dochodzenia tych roszczeń. W tym kontekście wykazanie zaspokojenia lub zabezpieczenia wszystkich wierzycieli może być bardzo problematyczne. Statio fiscii reprezentującym Skarb Państwa w tego rodzaju sporach sądowych będzie starosta właściwy ze względu na ostatnią siedzibę podmiotu wykreślanego z KRS. 
Żeby było jeszcze ciekawiej ustawodawca przewidział, że wspomniane wyżej roszczenia wygasną, jeżeli nie będą dochodzone przeciwko Skarbowi Państwa w terminie roku od chwili nabycia mienia przez Skarb Państwa. 
 
Tym samym zamiast słusznego odszkodowania za wywłaszczenie mamy konieczność wytaczania powództwa przeciwko Skarbowi Państwa oraz wygaśnięcie roszczenia po upływie roku od wykreślenia podmiotu z KRS, jeżeli nie będzie w tym czasie dochodzone. Nie wiadomo przy tym czy i jaki wpływ na bieg terminu wygaśnięcia roszczenia będzie miało ewentualne zawezwanie do próby ugodowej. 
Tego rodzaju mechanizm zagospodarowania mienia i dochodzenia roszczeń powinien w zasadzie rozwiewać wątpliwości co do konstytucyjności omawianego rozwiązania. W mojej ocenie w sposób oczywisty jest ono niezgodne z Konstytucją. Pytanie tylko czy i kiedy Trybunał Konstytucyjny zostanie wywołany do tablicy oraz jak zareaguje.
 
Warto również wspomnieć, że w przypadku wywłaszczania własności nieruchomości lub użytkowania wieczystego, nabycie tych praw stwierdza w drodze decyzji starosta właściwy ze względu na położenie nieruchomości. Ciekawe jest przy tym w jaki sposób organy administracji (starostowie) będą ustalały krąg stron postępowania administracyjnego? Wiadomo natomiast, że data wydania decyzji przez starostę nie ma żadnego wpływu na wygaśnięcie roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa. Oznacza to, że tak jak w przypadku dróg publicznych, decyzje deklaratoryjne mogą być i będą wydawane długo po wygaśnięciu roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa. W związku z tym, może być tak, że osoby zainteresowane dowiedzą się o wywłaszczeniu nieruchomości w momencie, w którym już nie będą mogły dochodzić roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa. 
Uprzedzając ewentualne pytania od razu wskażę, że tego rodzaju mechanizm Trybunał Konstytucyjny uznał już za... zgodny z Konstytucją wyrokiem z dnia 19 maja 2011 roku, sygnatura akt: K 20/09 wydanym na kanwie art. 73 ust. 4 ustawy z dnia 13 października 1998 roku przepisy wprowadzające ustawy reformujące administrację publiczną (Dz.U. numer 133, pozycja 872, ze zmianami).
 
Dokonując podsumowania należy stwierdzić, że po raz kolejny ustawodawca zaserwował nam danie składające się ze znośnego kotleta i zgniłego jaja w postaci zakamuflowanego wywłaszczenia ukrytego pośród przepisów dotyczących instytucji rozwiązania podmiotu bez przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego.

członek zarządu jako pełnomocnik spółki

Świadcząc usługi prawne na rzecz spółek, prowadząc działalność gospodarczą w ich formie, pełniąc funkcję w organach spółek albo chociażby interesując się bliżej problematyką działalności gospodarczej, z pewnością zastanawialiście się czy członek zarządu spółki, może być jej pełnomocnikiem? 
W praktyce często zdarza się, że przy zarządzie wieloosobowym i reprezentacji łącznej, jeden lub niektórzy członkowie zarządu faktycznie nie są w stanie działać w danym momencie. Stan taki może mieć różne przyczyny dotyczące członka lub członków zarządu: choroba, urlop, prowadzenie działalności w odległym od innych członków zarządu miejscu. Chodzi zatem o sytuację, w której w spółce jest zarząd co najmniej dwuosobowy i jednocześnie istnieje obowiązek współdziałania dwóch członków zarządu, w tym sensie, że do dokonania czynności prawnej w imieniu spółki wymagane jest łączne działanie co najmniej dwóch członków zarządu (reprezentacja łączna). Czy przy takiej konstrukcji zasad reprezentacji, możliwe jest udzielenie pełnomocnictwa jednemu tylko członkowi zarządu?
 
W mojej ocenie tak. 
 
Wprawdzie niektórzy uważają, że poprzez udzielenie pełnomocnictwa dochodzi do obejścia przepisów lub postanowień statutu (umowy spółki) dotyczących zasad reprezentacji, jednak uważam, że jest to stanowisko zbyt daleko idące. Pełnienie funkcji członka zarządu jest bowiem czy innym niż działanie w charakterze pełnomocnika. Oczywiście w obu przypadkach mamy do czynienia z reprezentowaniem spółki, jednak, co bardzo istotne, na innej podstawie: albo na podstawie powołania do pełnienia funkcji członka zarządu spółki albo na podstawie umocowania udzielonego przez samą spółkę. Jeżeli zatem spółka - zgodnie z zasadami reprezentacji - udzieli pełnomocnictwa do działania w jej imieniu i na jej rzecz określonej osobie, to osoba ta uzyskuje umocowanie od samej spółki do działania w charakterze pełnomocnika. Umocowanie takie może zostać udzielone każdej osobie, a więc także członkowi zarządu. Brak przy tym jakichkolwiek regulacji, które podważałyby skuteczność takiej czynności. Brak również dostatecznych argumentów, które pozwalałyby ją uznać za prowadzącą do obejścia prawa. Sam fakt, że pełnomocnik jest równocześnie członkiem zarządu, to w mojej ocenie zdecydowanie za mało. Skoro bowiem pełnomocnikiem może być nawet osoba nie mająca żadnej wiedzy i doświadczenia związanych z działaniem spółki, to dlaczego nie mogłaby nim być osoba, która ma pełnię takiej wiedzy i doświadczenia. Przyjęcie takiej koncepcji nie ma po prostu sensu. 
Również argument praktyczny przemawia za dopuszczalnością uczynienia członka zarządu pełnomocnikiem spółki. Jest to bowiem najlepsze rozwiązanie w przypadku braku możliwości faktycznego współdziałania w danym momencie dwóch lub więcej członków zarządu.
 
Warto przy tym pamiętać, że zasadniczo mamy trzy rodzaje pełnomocnictwa (art. 98 k.c.): o
 
 
 
    • ogólne - do czynności zwykłego zarządu,
    • rodzajowe - do określonego rodzaju czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu,
    • szczególne - do konkretnych czynności.
 
 
W orzecznictwie nie budzi już wątpliwości, że członek zarządu może być pełnomocnikiem na podstawie pełnomocnictwa szczególnego (uchwała Sądu Najwyższego z dnia 23 sierpnia 2006 roku, sygnatura akt: III CZP 68/06), a także rodzajowego (stosunkowo świeża uchwała Sądu Najwyższego z dnia 24 kwietnia 2014 roku, sygnatura akt: III CZP 17/14). 
Brak natomiast jednoznacznej wypowiedzi dotyczącej pełnomocnictwa ogólnego. Jednak w mojej ocenie dokładnie te same względy przemawiają za uznaniem dopuszczalności udzielenia pełnomocnictwa szczególnego i rodzajowego, jak i ogólnego. Ponadto w praktyce poszczególne pełnomocnictwa łączą w sobie niektóre lub nawet wszystkie trzy rodzaje: ogólne, rodzajowe i szczególne. Trudno byłoby zatem rozdzielać część pełnomocnictwa, która miałaby być skuteczna od tej części która miałaby być nieskuteczna. Jeszcze trudniej byłoby uznawać pełnomocnictwo za nieskuteczne w zakresie umocowującym do dokonywania czynności zwykłego zarządu, przy jednoczesnym uznaniu skuteczności pełnomocnictwa w zakresie czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu. Skoro dopuszczalność pełnomocnictwa w zakresie czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu nie budzi wątpliwości, to tym bardziej wątpliwości nie powinna budzić dopuszczalność pełnomocnictwa w zakresie czynności zwykłego zarządu (argument a fortiori).
 
Należy przy tym zwrócić uwagę, że w przypadku zarządu dwuosobowego, udzielenie pełnomocnictwa jednemu członkowi zarządu nie będzie wymagało zachowania szczególnych wymogów. Zarówno art. 210§1 k.s.h. (spółka z ograniczoną odpowiedzialnością), jak i art 379§1 k.s.h. (spółka akcyjna) wymaga bowiem zachowania szczególnego sposobu działania jedynie w przypadku umów spółki z członkiem zarządu, a nie w przypadku czynności jednostronnych, do których zalicza się udzielenie pełnomocnictwa. W związku z tym pełnomocnictwo dla członka zarządu, w przypadku zarządu dwuosobowego, powinno być podpisane po prostu przez dwóch członków zarządu, czyli również przez osobę, której pełnomocnictwo zostaje udzielone.

długość postępowania administracyjnego 

 
Długość niektórych postępowań administracyjnych w Polsce jest zatrważająca. Część z tych postępowań prowadzona jest owszem - szybko i sprawnie, dotyczy do głównie postępowań przed tak zwanymi organami nadzorującymi lub regulacyjnymi. Gorzej rzecz ma się z innymi rodzajami postępowań, przykładowo z postępowaniami podatkowymi, dotyczącymi kwestii odszkodowań czy też o zwrot nieruchomości:
 
Poniżej przykład z mojego podwórka.
 
 
 
Sprawę prowadzę już przez ponad 7 lat. W tym czasie wydane zostały 3 decyzje organu pierwszej instancji i 3 decyzje organu drugiej instancji. Teraz sprawa trafi do organu pierwszej instancji.... żeby mógł ją rozpatrzyć po raz 4 - może tym razem uda się wydać prawidłową decyzje.
 
W takim momencie musi zrodzić się pytanie, czy tak powinno być. Zwłaszcza, że k.p.a. przewiduje, iż rozpatrzenie nawet najbardziej skomplikowanej sprawy nie powinno w pierwszej instancji zajmować dłużej niż 2 miesiące (art. 35§3 k.p.a). Niestety w przypadku niektórych spraw administracyjnych przepis ten jest całkowicie martwy. 
 
Mam nadzieję, że opisywaną w prasie sprawę wygram. Jestem bowiem wręcz przekonany, o słuszności argumentacji Wnioskodawców... tyle tylko, że będzie wówczas prawdopodobnie 10 rok od złożenia wniosku... W tym czasie wydano przynajmniej 3 błędne decyzje w pierwszej instancji. Sprawa dotyczy wprawdzie nieruchomości bardzo istotnej z punktu widzenia miasta, ale z drugiej strony - pod względem prawnym - nie jest jakaś szczególnie skomplikowana. Tym niemniej wnioskodawcy zamiast uzyskać nieruchomość powiedzmy po roku od rozpoczęcia postępowania, odzyskają ją (jak dobrze pójdzie) po 10 latach od rozpoczęcia postępowania. 
 
Niestety polskie ustawodawstwo nie przewiduje realnie żadnej odpowiedzialności za tego rodzaju prowadzenie postępowania administracyjnego. Ustawę o odpowiedzialności majątkowej urzędników należy bowiem traktować raczej w kategoriach humorystycznych, aniżeli jako realną możliwość uzyskania jakiegokolwiek odszkodowania. Polecam choćby artykuł kryjący się pod poniższym linkiem:
 
 
Trudno pogodzić się z takim stanem rzeczy, ale niestety nie łudzę się specjalnie, aby w najbliższym czasie coś miało się w opisywanej kwestii zmienić.
 
Pozostaje więc cały czas liczyć na Europejski Trybunał Praw Człowieka, który od czasu do czasu piętnuje takie prowadzenie spraw administracyjnych. 
 

spółki osobowe - zysk ze spraw niezakończonych

Rozliczenie z występującym wspólnikiem w spółkach osobowych to temat, w którym zdecydowanie więcej jest niewiadomych niż wiadomych. 
 
Wydawałoby się, że art. 65 k.s.h. nie jest specjalnie skomplikowany, a występujący wspólnik:
 
- powinien otrzymać wypłatę udziału kapitałowego w pieniądzu,
- powinien otrzymać zwrot rzeczy wniesionych do spółki tylko do używania,
- uczestniczy w zysku spółki ze spraw jeszcze niezakończonych.
 
Tyle podręcznikowej teorii. Wystarczy bowiem, że wyobrazimy sobie, że piszemy pozew lub odpowiedź na pozew. Nawet brak wybujałej wyobraźni, pozwala dostrzec, że... zaczynają się schody. 
 
Okazuje się bowiem, że udział kapitałowy... to nie udział kapitałowy, a przynajmniej nie ten, o którym mowa w art. 50§1 k.s.h. To jednak materiał na osobny post, który zapewne kiedyś powstanie. 
 
Co więcej, nie do końca wiadomo co oznacza wniesienie rzeczy do spółki tylko do używania
 
No i w końcu zupełnie nie wiadomo co oznacza uczestniczenie w zysku spółki ze spraw jeszcze niezakończonych. Wiadomo natomiast, że regulacja zapewniająca taki udział w zysku jest powszechnie krytykowana jako niezrozumiała, niepotrzebna i niczym nieuzasadniona. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której jeden wspólnik występuje ze spółki, spółka działa dalej i jeżeli dobrze sobie radzi, to osiąga zysk, a ów wspólnik - który już nie jest wspólnikiem - ma uczestniczyć w zysku spółki ze spraw jeszcze niezakończonych. Występujący wspólnik uczestniczy również w stracie z takich spraw - ale to także osobny temat. Tak czy inaczej, wydaje się, że wystąpienie ze spółki, która osiąga dalej zyski, może być bardzo opłacalne. Były wspólnik nie angażuje się bowiem w ogóle w prowadzenie jej spraw, nie ma wręcz prawa, ani obowiązku ich prowadzenia, a i tak ma prawo do części zysku wypracowanego przez spółkę. Omawiana regulacja jest zatem, delikatnie mówiąc, bardzo dyskusyjna. Nie zmienia to jednak faktu, że na dzień dzisiejszy - trzeba sobie jakoś radzić - i przynajmniej spróbować ustalić, o co może racjonalnie chodzić w uczestniczeniu w zysku spółki ze spraw jeszcze niezakończonych. 

Po pierwsze, uczestniczenie w zysku ze spraw jeszcze niezakończonych powinno następować w takich proporcjach, w jakich występujący wspólnik uczestniczyłby w zysku z tych spraw, gdyby dalej był wspólnikiem. Może się bowiem okazać, że zgodnie z regulacją spółki, wspólnik w ogóle nie uczestniczyłby z zysku z danej sprawy. Trudno byłoby w takiej sytuacji uznać, że wprawdzie jako wspólnikowi zysk nie przypadałby takiej osobie, jednak przypadnie jej, jako byłemu wspólnikowi, jeżeli tylko zysk zostanie osiągnięty po wystąpieniu ze spółki.

Po drugie - co to są sprawy i zysk z tych spraw? W działalności gospodarczej bardzo trudno ustalić czym jest konkretna "sprawa" i czym jest "zysk" z takiej sprawy. Wydaje się, że jako sprawę można rozumieć konkretną umowę, która generuje określony przychód. Przychód staje się zaś zyskiem z takiej sprawy, jeżeli przewyższa koszt związany z wykonywaniem umowy. Okazuje się zatem, że spółka może osiągać zysk z określonych spraw (jeszcze niezakończonych)... ale ogólnie może osiągać stratę (z uwagi na straty z nowych spraw). W takiej sytuacji, teoretycznie, występującemu wspólnikowi będzie przysługiwało roszczenie o część zysku ze spraw niezakończonych w momencie jego wystąpienia. Celowo używam jednak określenia "teoretycznie", gdyż w mojej ocenie w taki sposób omawiany przepis nie może być interpretowany. Nie może być bowiem tak, że wspólnicy pozostający w spółce nie będą uczestniczyli w podziale zysku - gdyż go po prostu nie będzie z uwagi na ogólną stratę spółki, a były wspólnik będzie miał roszczenie o wypłatę części zysku ze spraw jeszcze niezakończonych. Innymi słowy, żeby byłemu wspólnikowi przysługiwało w ogóle roszczenie, spółka powinna osiągnąć w danym okresie zysk, a nie stratę.
 
Po trzecie - co rozumieć przez sprawy niezakończone? Czy chodzi o wszystkie umowy zawarte przed wystąpieniem wspólnika ze spółki, które nie zostały jeszcze zakończone? W mojej ocenie nie. Jeżeli bowiem umowa dotyczy świadczeń okresowych, czyli takich, które są wykonywane w kolejnych okresach, za które przysługuje wynagrodzenie, to trudno taką umowę traktować jako sprawę niezakończoną. Przecież każdy kolejny okres, za który spółce przysługuje wynagrodzenie, będzie wykonywany bez jakiegokolwiek udziału wspólnika, który wystąpił z tej spółki. W takiej sytuacji każdy kolejny okres, będzie stanowił de facto nową sprawę - ze swoimi kosztami i przychodami. Podobnie jest w przypadku umów dotyczących świadczeń o charakterze ciągłym. W ich przypadku również bowiem sam upływ czasu ma istotne znaczenie, w tym sensie, że wysokość uzyskiwanego wynagrodzenia lub innego przychodu zależy od wykonywania umowy przez dalszy czas. 
W związku z tym wydaje się, że sprawy niezakończone w rozumieniu art. 65§5 k.s.h. to wyłącznie sprawy ze świadczeniem jednorazowym, którego wykonanie jest rozciągnięte w czasie - rozpoczęło się przed wystąpieniem wspólnika, a zakończyło się i wygenerowało określony przychód po jego wystąpieniu. Przykładem takich umów są umowy na roboty budowlane czy umowy o dzieło.

Po czwarte, jak długo wspólnik, który wystąpił zachowuje prawo do uczestniczenia w zysku spółki ze spraw jeszcze niezakończonych. Na dzień dzisiejszy odpowiedzieć można wyłącznie, że tak długo - jak długo będą istniały sprawy niezakończone. Dopiero w momencie zakończenia wszystkich spraw niezakończonych (w rozumieniu - jak wyżej) spółka będzie mogła uwolnić się od roszczeń byłego wspólnika. Oby tylko w tym momencie nie wystąpił ze spółki kolejny wspólnik.
 
To tylko zupełnie podstawowe problemy związane z samym prawem do uczestniczenia w zysku ze spraw jeszcze niezakończonych. W praktyce problemów tych jest bowiem znacznie więcej - tym więcej, im bardziej będziemy zagłębiać się w temat.
Z uwagi na skalę tych problemów i generalny brak racjonalnego uzasadnienia dla funkcjonowania omawianej normy w porządku prawnym, pewne jest, że roszczenia oparte na tej normie, to roszczenia, przed którymi obrona bardzo często będzie mogła zostać skutecznie oparta na zarzutach z art. 5 k.c.

rola biegłego w postępowaniu cywilnym

 
 
 
 
Postępowanie cywilne jest specyficznym postępowaniem, w którym kluczową rolę odgrywa, a przynajmniej z założenia powinna, aktywność stron. Wszak jest to proces kontradyktoryjny, w którym sąd jest w zasadzie obserwatorem potyczki stron i ich walki na argumenty oraz dowody, dokonującym na końcu obiektywnej oceny tego co obserwował.
 
 
Czasem jednak może dochodzić do wypaczenia zasady kontradyktoryjności i głównym winowajcą bywa w takim wypadku biegły, a raczej sąd akceptujący jego opinię, sporządzoną w określony sposób. 
Chodzi mianowicie o sytuację, w której strona powodowa, dochodząc przykładowo odszkodowania, przedkłada rachunki, faktury, paragony i inne tego rodzaju materiały - nie dość, że niekompletne, to jeszcze bez szczegółowych twierdzeń dotyczących stanu faktycznego. Strona powodowa wnosi ponadto o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego - na okoliczność wysokości szkody. Nie każdy sąd się na to nabiera, ale zwykle niestety się nabiera, wówczas powołuje biegłego, a ten... zwraca się do strony powodowej o dodatkowe wyjaśnienia i materiały niezbędne do sporządzenia opinii, po czym wydaje opinię, w której oblicza wysokość szkody. Następnie strona pozwana nieśmiało próbuje kwestionować poszczególne wyliczenia zawarte w opinii - z różnym skutkiem, a na koniec sąd wydaje orzeczenie opierając się na opinii biegłego - uzupełnionej na skutek starań strony pozwanej lub nie.
 
Tak to wygląda w bardzo wielu sprawach sądowych i dotyczy nie tylko wysokości szkody, ale także innych kwestii, jak choćby nakładów na nieruchomość czy na majątek wspólny. 
 
Powstaje jednak pytanie, czy taki sposób procedowania jest prawidłowy i czy roszczenie strony powodowej powinno zostać uwzględnione w takim zakresie, jaki wynika z opinii biegłego.
 
W mojej ocenie odpowiedź powinna być jednoznaczna - nie taki sposób procedowania nie jest prawidłowy, a strona pozwana powinna w takiej sytuacji bić wręcz na alarm, albowiem proces prowadzony jest de facto poza nią.
 
Nie tyle chodzi przy tym o  ewentualną nieprawidłowość obliczeń biegłego, lecz o to że w opisanym przypadku to biegły prowadzi postępowanie dowodowe, a to - samo w sobie - stanowi wypaczenie zasady kontradyktoryjności. Biegły powinien bowiem oprzeć się wyłącznie na materiale zgromadzonym w aktach sprawy i przedłożonych przez strony (głównie przez stronę powodową) materiałach. Nie powinien jednak zwracać się do strony powodowej (ani pozwanej) o dodatkowe wyjaśnienia i materiały, albowiem nie to jest jego rolą. Biegły ma bowiem dostarczyć wiadomości specjalnych, ale nie na podstawie własnego postępowania dowodowego, lecz na podstawie analizy materiału znajdującego się w aktach sprawy. Jeżeli biegły uznaje, że materiał zgromadzony w aktach sprawy jest niewystarczający, to winien odmówić sporządzenia opinii wskazując na taką właśnie okoliczność, a nie samemu gromadzić dowody. 
 
Przyglądając się temu problemowi nieco dokładniej można zauważyć, że:

- Postępowanie dowodowe prowadzone przez biegłego nie ma nawet cech procesu kontradyktoryjnego, lecz cechy procesu inkwizycyjnego - to biegły zwraca się bowiem o wyjaśnienia i materiały do strony powodowej.

- Postępowanie dowodowe prowadzone przez biegłego prowadzi do przerzucenia ciężaru dowodu ze strony powodowej na biegłego. To biegły bowiem, a nie strona powodowa, wykazuje inicjatywę. 

- Postępowanie dowodowe prowadzone przez biegłego toczy się zwykle wyłącznie w kierunku wykazania zasadności ewentualnych roszczeń strony powodowej. Biegły nie zwraca się bowiem zwykle do strony pozwanej o przekazywanie informacji lub powoływanie dowodów, które mogłyby zaprzeczać twierdzeniom strony powodowej. 

- Postępowanie dowodowe prowadzone przez biegłego toczy się zwykle bez udziału strony pozwanej. Strona pozwana nie wie bowiem co konkretnie przedstawia biegłemu strona powodowa, ani nawet jaką formę mają informacje i materiały przedkładane przez tę stronę biegłemu. Przy czym udzielanie informacji w tym trybie stanowi quasi dowód z zeznań świadka lub strony, przeprowadzany w formie ustnej, pisemnej lub email - przez biegłego. 

- Postępowanie dowodowe prowadzone przez biegłego toczy się zwykle na zakończenie postępowania dowodowego przez sądem. Tym samym następuje to w sytuacji, w której nowe twierdzenia i dowody strony powodowej powinny być uznane za spóźnione w świetle art. 207§3 k.p.c. w związku z art. 6§2 k.p.c., lub wręcz w sytuacji, w której wobec strony powodowej upłynął termin z art. 207§3 k.p.c. (w brzmieniu sprzed zmiany tego artykułu).

Powyższe przekonuje o nieprawidłowości omawianego sposobu procedowania. Raz jeszcze podkreślić należy, że biegły nie jest od ustalania stanu faktycznego i gromadzenia materiału dowodowego, lecz od udzielenia wiadomości specjalnych na podstawie materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie. Identyczny pogląd wyrażony bywa w orzecznictwie, przykładowo: w uzasadnieniu wyroku Sądu Najwyższego z dnia 24 maja 2013 roku, sygnatura akt: II CSK 558/11, uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 15 stycznia 2014 roku, sygnatura akt: V ACa 756/13, uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 12 lipca 2013 roku, sygnatura akt: V ACa 25/13.
 
Na koniec trzeba sobie zadać pytanie, czy strona powodowa zawsze powinna wiedzieć, co będzie potrzebne biegłemu do dokonania obliczeń? 
Zwykle da się to łatwo przewidzieć, a pewnym minimum powinno być sformułowanie przez stronę powodową szczegółowych twierdzeń dotyczących przedkładanych materiałów. Jednak w przypadku spraw szczególnie skomplikowanych możliwe jest sformułowanie dwóch wniosków o dowód z opinii biegłego. Pierwszy prowadzący do sporządzenia opinii na temat tego jakie materiały są konieczne do dokonania obliczeń oczekiwanych przez stronę powodową i drugi prowadzący do sporządzenia opinii zawierającej obliczenia. Może wydaje się to na pierwszy rzut oka dosyć dziwne, ale po pierwsze - jest ze wszech miar prawidłowe, a po drugie - w praktyce doskonale działa.
 

ważna nowelizacja ustawy zabużańskiej

 
Z dniem 27 lutego 2014 roku weszła w życie nowelizacja ustawy z dnia 8 lipca 2005 roku o realizacji prawa do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza obecnymi granicami Rzeczypospolitej Polskiej - czyli tak zwanej ustawy zabużańskiej.

Jest to bardzo ważna nowelizacja, wprowadzona na skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 23 października 2012 roku dotyczącego art. 2 pkt 1 ustawy zabużańskiej. Chodzi o to, że Trybunał Konstytucyjny słusznie uznał, iż uzależnienie przyznania prawa do rekompensaty od zamieszkiwania w dniu 1 września 1939 roku na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest niezgodne z Konstytucją. Upraszczając argumentację Trybunału Konstytucyjnego - tego rodzaju wymóg został uznany za zbyt restrykcyjny, a owa restrykcyjność za nieznajdującą oparcia w normach konstytucyjnych.

Jakie zmiany wprowadza nowelizacja, która weszła w życie w dniu 27 lutego 2014 roku?

Tak było.

Aby uzyskać prawo do rekompensaty, niezbędne było wykazanie, że na dzień 1 września 1939 roku, właściciel mienia zamieszkiwał na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Wymóg ten interpretowano w taki sposób, że niezbędne było wykazanie, iż właściciel nieruchomości miał miejsce zamieszkania na owym terytorium. Jednakże - i tu kryje się napiętnowana przez Trybunał Konstytucyjny restrykcyjność - przez miejsce zamieszkania rozumiano jedno miejsce. Chodziło bowiem o miejsce koncentracji głównej aktywności życiowej rozumiane zgodnie z art. 25 k.c., jako miejscowość, w której dana osoba przebywała z zamiarem stałego pobytu. 

W praktyce, wykazanie zamieszkiwania na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej było bardzo trudne - albo z uwagi na brak jednoznacznych dowodów, albo z uwagi na fakt, że dana osoba mogła przebywać w różnych okresach poprzedzających wybuch II Wojny Światowej, w różnych miejscach, w których koncentrowały się jej różne aktywności - zawodowa, naukowa, osobista.
 
Tak jest.

Obecna regulacja wprost wskazuje, że konieczne jest, aby właściciel nieruchomości miał miejsce zamieszkania (a nie aby zamieszkiwał), na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Jednakże tym razem wskazano, że chodzi o miejsce zamieszkania rozumiane zgodnie z przepisami obowiązującymi na 1939 rok. Analiza tych przepisów prowadzi do wniosku, że wówczas możliwe było posiadanie kilku miejsc zamieszkania.

Jak wskazano w uzasadnieniu senackiego projektu ustawy nowelizującej (druk numer 1685):

Projektowana zmiana sprowadza się do tego, że w miejsce dotychczasowego wymogu zamieszkiwania na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 1 września 1939 r. wprowadzona zostanie przesłanka miejsca zamieszkania na wymienionych terenach, której spełnienie będzie oceniane z uwzględnieniem przepisów obowiązujących we wskazanej wyżej dacie, tj. przepisów dopuszczających posiadanie kilku miejsc zamieszkania [...]

W następstwie projektowanej nowelizacji wzrośnie zatem liczba beneficjentów, gdyż jej zakresem podmiotowym zostaną objęte także te osoby, które (lub których spadkodawcy) na kresach wschodnich miały jedynie "dodatkowe" miejsce zamieszkania.

Dodatkowy termin na złożenie wniosku.

Bardzo ważne jest, że omawiana nowelizacja łagodząc wymogi w omawianym zakresie, nie pozostawia samym sobie, osób które nie złożyły wniosków z uwagi na restrykcyjność przesłanki zamieszkiwania lub których wnioski zostały rozpoznane odmownie z uwagi na tę przesłankę.

Zgodnie z nowelą, do dnia 27 sierpnia 2014 roku możliwe będzie złożenie nowego wniosku. Niezbędne będzie jednak wykazanie, że:

na ocenę spełnienia przez nie wymogu zamieszkiwania w dniu 1 września 1939 r. na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej mają wpływ zmiany dokonane niniejszą ustawą

Powyższe stwierdzenie nie jest niestety jednoznaczne. 

Na pewno chodzi o takie sprawy, w których dotychczas obowiązująca przesłanka zamieszkiwania nie była spełniona z uwagi na fakt, że właściciel nieruchomości miał kilka miejsc zamieszkania, lecz po zmianie przepisów będzie spełniona.

Jednakże kierując się interpretacją zdroworozsądkową i prokonstytucyjną należałoby uznać, że skuteczne złożenie wniosku będzie także możliwe we wszystkich tych przypadkach, w których zachodziły trudności w wykazaniu, że jedynym miejscem zamieszkania właściciela nieruchomości była miejscowość położona na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i z uwagi na powyższe zdecydowano aby nie składać wniosku o przyznanie prawa do rekompensaty w pierwotnie obowiązującym terminie, czyli do dnia 31 grudnia 2008 roku.Obecnie trudności te nie będą miały znaczenia, albowiem możliwe jest uzyskanie rekompensaty również w sytuacji, w której miejscowość położona na byłym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej była po prostu jednym z miejsc zamieszkania, a nie jedynym miejscem zamieszkania. Tym samym dowody na to, że owa miejscowość stanowiła jedyne miejsce zamieszkania, nie są już potrzebne.

Możliwe będzie także złożenie wniosku o wznowienie postępowania, jeżeli wcześniej złożony wniosek został rozpoznany odmownie z tego powodu, że nie był spełniony wymóg zamieszkiwania. I w tym wypadku obowiązuje termin do dnia 27 sierpnia 2014 roku.

prokurent a postępowanie rejestrowe

 
Od czasu do czasu pojawia się pogląd, jakoby prokurent nie mógł reprezentować spółki w postępowaniu rejestrowym. Czy jest tak faktycznie?
 
Jeżeli prześledzić wypowiedzi osób prezentujący powyższy pogląd, to okazuje się, że jest on oparty na założeniu, że składanie wniosków o dokonywanie wpisów w Rejestrze Przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego nie jest czynnością związaną z prowadzeniem przedsiębiorstwa, a prokurent może dokonywać wyłącznie czynności sądowych związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa.
 
W mojej ocenie powyższy pogląd jest błędny. Otóż faktycznie zgodnie z art. 1091§1 k.c.:
 
Prokura jest pełnomocnictwem udzielonym przez przedsiębiorcę podlegającego obowiązkowi wpisu do rejestru przedsiębiorców, które obejmuje umocowanie do czynności sądowych i pozasądowych, jakie są związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa.
 
 
 
jednakże trudno uznać, że reprezentowanie spółki w postępowaniu rejestrowym nie jest związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa.
 
Otóż w mojej ocenie składanie wniosków o wpis do Rejestru Przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego, a tym samym inicjowanie toczącego się przed sądem postępowania nieprocesowego, stanowi wręcz emanację czynności sądowych, jakie są związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa
 
Rejestr Przedsiębiorców został przecież stworzony po to, aby rejestrować określone czynności i zdarzenia dotyczące prowadzenie przedsiębiorstwa, a nie dotyczące sfery życia prywatnego wspólników, akcjonariuszy czy też członków organów lub innych osób. 
 
Należy sobie zadać zatem retoryczne pytanie - jeżeli wniosek dotyczący wpisu do Rejestru Przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego nie jest związany z prowadzeniem przedsiębiorstwa, to z czym jest związany? Prowadzenie przedsiębiorstwa to w końcu nie tylko dokonywanie czynności prawnych z osobami trzecimi, ale również reprezentowanie podmiotu przed sądami w sprawach związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa. Trudno sobie przy tym wyobrazić jakiekolwiek postępowanie sądowe, w którym przedsiębiorca byłby stroną lub uczestnikiem, a które nie byłoby związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa. Tym samym, w tych postępowaniach, w których przedsiębiorca jest stroną lub uczestnikiem, prokurent może bez przeszkód działać, reprezentując to przedsiębiorstwo.
 
Konkludując, w mojej ocenie, prokurent jak najbardziej może podpisywać wnioski składane do sądu rejestrowego, gdyż niewątpliwie inicjuje w ten sposób postępowanie sądowe związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa.
 
Z moich doświadczeń wynika przy tym, że zdecydowana większość sądów i referendarzy ma dokładnie takie samo zdanie. 

konwersja wierzytelności, a wniesienie wkładu w spółce kapitałowej

 
 
Temat konwersji wierzytelności, jako sposobu wniesienia wkładu w spółce kapitałowej pojawia się co jakiś czas w dyskusjach prawniczych.
 
Na początek kwestie absolutnie podstawowe.
 
Wkład w spółce kapitałowej może mieć postać zarówno pieniężną, jak i niepieniężną. Jednakże wkładem takim nie może być prawo niezbywalne, świadczenie pracy lub usług (art. 14§1 k.s.h.). Innymi słowy wkładem w spółce kapitałowej może być wszystko to, co jest zbywalne i ma wartość majątkową (jak to się zgrabnie podaje w komentarzach i orzeczeniach: przedstawia jakąkolwiek wartość ekonomiczną). Oczywiście sprawa nie jest tak prosta, albowiem w praktyce mogą rodzić się poważne wątpliwości czy dana rzecz lub prawo ma zdolność aportową, czy też jej nie ma (na przykład: know how i przejawy jego utrwalenia), ale jest to temat na osobne rozważania.
 
W przypadku konwersji wierzytelności problemy są zasadniczo dwa: czy jest ona dopuszczalna oraz z jakim wkładem mamy do czynienia w przypadku dokonania konwersji.
 
Po pierwsze - dopuszczalność.
 
W chwili obecnej nie ma już wątpliwości że konwersja jest dopuszczalna jako sposób wniesienia wkładu. Jednak zaraz, zaraz - co to w ogóle jest konwersja. No właśnie, tu zaczynają się pewne problemy, ale nie rozciągając wpisu ponad miarę, należałoby wskazać, iż konwersja oznacza pokrycie zobowiązania wspólnika/akcjonariusza zaciągniętego wobec spółki z tytułu wkładu na kapitał zakładowy za pomocą wierzytelności, która przysługuje temu wspólnikowi/akcjonariuszowi wobec spółki. Wyjaśniając to językiem bardziej przystępnym: wspólnik X musi wnieść do spółki wkład w wysokości Y (do czego się zobowiązał), a sam ma wobec spółki wierzytelność o wartości Z.
 
Jak już pewnie łatwo zauważyć na tym etapie, konwersja może nastąpić zasadniczo na dwa sposoby:
 
- konwersja jako potrącenie wierzytelności spółki wobec wspólnika/akcjonariusza z wierzytelnością wspólnika/akcjonariusza wobec spółki - na skutek potrącenia obie wierzytelności umarzają się nawzajem do wysokości wierzytelności niższej;
 
- konwersja jako wniesienie wierzytelności wspólnika/akcjonariusza wobec spółki do tej spółki jako wkładu - następuje wówczas tak zwana konfuzja (zlanie się długu i wierzytelności jednego podmiotu) .
 
Obecnie oba sposoby należy uznać za dopuszczalne.
 
Jeżeli chodzi o potrącenie jest ono dopuszczalne jedynie na podstawie umowy wspólnika/akcjonariusza i spółki (art. 14§4 k.s.h.), co oznacza, że nie jest dopuszczalne potrącenie jednostronne.
 
Z kolei jeżeli chodzi o wniesienie wierzytelności, to zdolność aportowa wierzytelności nie budzi już wątpliwości, oczywiście pod warunkiem, że przedstawiają one ekonomiczną wartość. Nieco kontrowersji budzi wprawdzie wnoszenie do spółki wierzytelności przysługującej wobec tejże spółki, jednakże w mojej ocenie nie jest ono zabronione. Zatem jeżeli tylko wierzytelność taka ma określoną wartość ekonomiczną (najlepiej jeżeli będzie to wierzytelność pieniężna), to jej wniesienie tytułem wkładu winno być jak najbardziej dopuszczalne.
 
Po drugie - charakter wkładu.
 
W przypadku potrącenia będziemy mieli do czynienia niewątpliwie z wkładem pieniężnym. Wprawdzie w orzecznictwie oraz w doktrynie wyrażane są różne poglądy na ten temat. Jedne wskazują na to, że w omawianej sytuacji mamy do czynienia z aportem, a inne że z wkładem pieniężnym. Jednakże w mojej ocenie, nie powinno być żadnych wątpliwości, że mamy do czynienia z wkładem pieniężnym. Przeciwne stanowiska wydają się natomiast wynikać z niezrozumienia problemu i próby jednolitego traktowania obu sposobów konwersji wierzytelności.
 
Za pieniężnym charakterem wkładu w omawianej sytuacji przemawiają zasadniczo cztery argumenty:
 
Po pierwsze, potrącenie jest jedynie sposobem zapłaty zobowiązania pieniężnego. Oznacza to, że zobowiązanie wspólnika/akcjonariusza jest cały czas pieniężne – zobowiązanie do wniesienia wkładu pieniężnego, a ten zamiast uiszczania gotówki lub dokonywania przelewu, dokonuje po prostu potrącenia wierzytelności własnej z wierzytelnością spółki, na podstawie umowy ze spółką.
 
Po drugie, sama treść art. 14§4 k.s.h. przesądza, że mamy do czynienia z wkładem pieniężnym. Należy bowiem zwrócić uwagę, iż zgodnie z tym przepisem:
 
Wspólnik i akcjonariusz nie może potrącać swoich wierzytelności wobec spółki kapitałowej z wierzytelnością spółki względem wspólnika z tytułu należnej wpłaty na poczet udziałów albo akcji. Nie wyłącza to potrącenia umownego.
 
Mowa jest zatem wprost o wpłacie na udziały lub akcje, a nie szerzej o wniesieniu wkładu. Posłużenie się określeniem wpłata, nie pozostawia natomiast wątpliwości, że chodzi o wkład pieniężny, albowiem tylko ten może zostać wpłacony. Wkład niepieniężny (aport) nie posiada cechy wypłacalności. Przykładowo nie można wpłacić nieruchomości, przedsiębiorstwa, samochodu czy mebli.
 
Po trzecie, należy przytoczyć argument, który nie do końca jest zauważany w doktrynie. Otóż zgodnie z art. 498§1 k.c. potrącenie jest w ogóle możliwe wyłącznie wtedy, gdy dwie osoby są jednocześnie względem siebie dłużnikami i wierzycielami, jeżeli przedmiotem obu wierzytelności są pieniądze lub rzeczy tej samej jakości oznaczone tylko co do gatunku, a obie wierzytelności są wymagalne i mogą być dochodzone przed sądem lub przed innym organem państwowym. Obie potrącane wierzytelności muszą być zatem tego samego rodzaju - być albo pieniężne, albo dotyczyć rzeczy oznaczonych tylko co do gatunku. Okazuje się zatem, że potrącenie w trybie art. 14§4 k.s.h. możliwe jest wyłącznie w sytuacji w której wierzytelność spółki wobec wspólnika/akcjonariusza ma charakter pieniężny (wkład pieniężny), a do potrącenia przedstawiana jest wierzytelność akcjonariusza wobec spółki, również mająca taki charakter. W przypadku innego rodzaju wierzytelności nie można bowiem mówić o wpłacie przedmiotu świadczenia (argument z art. 14§4 k.s.h).
 
Po czwarte, zamiast potrącenia możliwe byłoby uiszczenie przez wspólnika/akcjonariusza określonej kwoty pieniężnej, która potem winna być mu zwrócona jako spłata zobowiązania spółki wobec tego akcjonariusza. Potrącenie ma jedynie uprościć całą operację poprzez dokonanie rozliczenia bez konieczności obrotu samej gotówki, związanego przecież z dodatkowymi kosztami.
 
Z kolei w przypadku wniesienia wierzytelności do spółki, należałoby uznać, że mamy do czynienia z wkładem niepieniężnym (aportem), nawet wówczas gdy wierzytelność miałaby charakter pieniężny.
 
O ile bowiem w przypadku potrącenia można mówić o sposobie zapłaty zobowiązania pieniężnego, o tyle wniesienie wierzytelności do spółki oznacza po prostu przeniesienie na spółkę prawa, które przedstawia określoną wartość. Takie przeniesienie prawa zawsze będzie stanowiło aport, bez względu na to czego owo prawo dotyczy.

poświadczanie odpisów dokumentów przez pełnomocników

 
 
 
Zmiany w zakresie uwierzytelniania dokumentów przez występujących w sprawie profesjonalnych pełnomocników, które weszły w życie z dniem 1 stycznia 2010 roku, miały z założenia doprowadzić do ułatwienia pracy tym pełnomocnikom. Miały..., ale czy doprowadziły?
 
 
 
W większości spraw cywilnych zapewne tak, ale są takie rodzaje postępowań, w którym wprowadzone zmiany... nie wprowadziły żadnych zmian. Chodzi przede wszystkim o postępowania wieczystoksięgowe oraz postępowania rejestrowe (głównie wpisy do Krajowego Rejestru Sądowego). Oczywiście to właśnie w tych postępowaniach możliwość skutecznego poświadczania za zgodność z oryginałem odpisów dokumentów najbardziej ułatwiałaby pracę profesjonalnym pełnomocnikom. Jak się okazuje nie ma to jednak większego znaczenia, albowiem linia orzecznicza zmierza wyraźnie w kierunku bynajmniej nie ułatwiającym funkcjonowania tym pełnomocnikom.
 
 
 
 
 
Należy w tym miejscu zauważyć, że w uzasadnieniu projektu ustawy z dnia 23 października 2009 roku o zmianie ustaw w zakresie uwierzytelniania dokumentów - Senat, będący autorem tego projektu (druk numer 363), przekonywał, że:
 
 
 
Celem niniejszej nowelizacji jest odformalizowanie postępowania cywilnego, administracyjnego, sądowo-administracyjnego oraz podatkowego poprzez racjonalizację obowiązku dołączania do akt sprawy dokumentów oryginalnych lub ich odpisów notarialnych. Zmiana polega na szerszym niż dotychczas umożliwieniu uwierzytelniania odpisów dokumentów przez profesjonalnych pełnomocników stron, reprezentujących zawody zaufania publicznego. Jej zamierzonym skutkiem jest wydatne umniejszenie uciążliwości polegającej na konieczności wyzbycia się przez strony postępowania, często na długi czas dokumentów oryginalnych albo poniesienia kosztów ich notarialnego uwierzytelniania bądź uzyskania ich urzędowych odpisów.
 
Senat wskazywał również, iż chodzi o to, aby uwierzytelnione przez pełnomocników dokumenty miały moc oryginałów oraz o to, aby nowelizacja stanowiła ułatwienie przede wszystkim dla przedsiębiorców, których profesjonalni pełnomocnicy będą mogli poświadczać odpisy dokumentów zamiast składania ich oryginałów lub uzyskiwania odpisów notarialnych.
 
 
Jednakże, jeżeli chodzi o postępowania wieczystoksięgowe lub rejestrowe - nic z tego - zdają się mówić orzeczenia sądowe, a przede wszystkim zarządzenia Przewodniczących i formułowane na ich podstawie wezwania do usunięcia braków formalnych. Znamienne jest jednak, że rzadko kiedy owe wezwania wskazują na podstawy prawne, z których wynika obowiązek przedkładania dokumentów w określonej formie.
 
Analizując wiele wskazanych wyżej wezwań i orzeczeń, można dojść do wniosku, że w przypadku postępowań wieczystoksięgowych podstawę żądania dokumentów w oryginale lub w formie dokumentu z podpisem notarialnie poświadczonym stanowi art. 31 ust. 1 ustawy z dnia 6 lipca 1982 roku o księgach wieczystych i hipotece, natomiast w przypadku postępowań rejestrowych podstawą wezwań jest art. 694(4)§1 k.p.c.
 
Zgodnie z tym pierwszym przepisem:
 
Wpis może być dokonany na podstawie dokumentu z podpisem notarialnie poświadczonym, jeżeli przepisy szczególne nie przewidują innej formy dokumentu.
 
Natomiast zgodnie z art. 694(4)§1 k.p.c.:
 
Dokumenty, na których podstawie dokonuje się wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego, składa się w oryginałach albo poświadczonych urzędowo odpisach lub wyciągach.
 
O ile w przypadku postępowań wieczystoksięgowych faktycznie można mieć wątpliwości. Zacytowany przepis znajduje się w ustawie odrębnej od k.p.c. i wprost przewiduje formę dokumentów z podpisem poświadczonym notarialnie, o tyle w przypadku postępowań rejestrowych pogląd o konieczności przedkładania oryginałów lub odpisów notarialnych wydaje się błędny.
 
Abstrahując w tym miejscu od celów nowelizacji, z którymi interpretacje sądowe są oczywiście sprzeczne, należy zauważyć, że art. 694(4)§1 k.p.c. wspomina o oryginale dokumentu albo jego odpisie lub wyciągu poświadczonym urzędowo. W dotychczasowych interpretacjach sądowych nie budziło wątpliwości, że poprzez poświadczenie urzędowe, należy rozumieć przede wszystkim poświadczenie przez notariusza. Tymczasem zgodnie z art. 129§2 i 3 k.p.c.:
 
 
§2. Zamiast oryginału dokumentu strona może złożyć odpis dokumentu, jeżeli jego zgodność z oryginałem została poświadczona przez notariusza albo przez występującego w sprawie pełnomocnika strony będącego adwokatem, radcą prawnym, rzecznikiem patentowym lub radcą Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa.
 
 
 
§3. Zawarte w odpisie dokumentu poświadczenie zgodności z oryginałem przez występującego w sprawie pełnomocnika strony będącego adwokatem, radcą prawnym, rzecznikiem patentowym lub radcą Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa ma charakter dokumentu urzędowego.
 
Z powyższego wynika zatem wprost nie tylko to, że zamiast oryginału dokumentu strona może przedłożyć jego odpis poświadczony przez profesjonalnego pełnomocnika, ale również że poświadczenie przez pełnomocnika, ma taką samą rangę jak poświadczenie przez notariusza. Przy czym określenie zamiast oryginału dokumentu, doprawdy trudno rozumieć inaczej, aniżeli tak, że w sytuacjach, w których ustawa wymaga przedłożenia oryginału dokumentu, przedłożony może być odpis poświadczony przez profesjonalnego pełnomocnika. Jeżeli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że regulacja art. 129§2 i 3 k.p.c. jest dużo późniejsza, aniżeli regulacja art. 694(4)§1 k.p.c., nie powinno być żadnych wątpliwości, że aby dokonać wpisu w Krajowym Rejestrze Sądowym wystarczające powinno być załączenie odpisów dokumentów poświadczonych za zgodność z oryginałem przez profesjonalnego pełnomocnika. Uwzględnienie celów nowelizacji powinno ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości w tym zakresie.
 
Niestety niestety jest inaczej i w dalszym ciągu aktualna zdaje się być zasada, że jeżeli w jakikolwiek sposób można utrudnić stronie postępowanie czy też patrząc z drugiej strony - uprościć postępowanie poprzez dokonanie zwrotu wniosku, to sposób taki w praktyce będzie stosowany dopóki Sąd Najwyższy nie stwierdzi, że jest on wadliwy lub dopóki Ustawodawca nie wprowadzi kolejnych zmian.
 
Przy czym, co ciekawe, siła Ustawodawcy wydaje się w tym zakresie dużo mniejsza niż siła Sądu Najwyższego.

formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

obserwatorzy

Copyright © paragrafowanie